Autor: admin

  • Joga jako forma neurotreningu ~ Nina Budziszewska

    Joga jako forma neurotreningu ~ Nina Budziszewska

    Często słyszymy, że dzięki jodze możemy poczuć się zrelaksowani i odprężeni, lecz czy rzeczywiście tak jest? Tak, ale wbrew pozorom nie dokonuje się to dzięki ćwiczeniom rozciągającym – te bowiem uaktywniają układ współczulny, wyzwalający stres. Dopiero relaksacja następująca po ćwiczeniu uruchamia układ przywspółczulny, odpowiadający za uczucie relaksu. Czy jednak nagły, krótkotrwały stres i napięcie wywołane aktywnością układu współczulnego niosą dla nas negatywne skutki? Nie, wprost przeciwnie, tym bardziej w trakcie praktyki jogi interakcja „stres ↔ odprężenie” jest pożądana i dobra.

    Dr Mithu Storoni, posiadająca doktorat w dziedzinie okulistyki na Uniwersytecie w Cambridge, obecnie zajmująca się badaniami między innymi nad stresem i wpływem jogi na działanie układu nerwowego podczas wywiadu radiowego (How to Stress Proof Your Body and Brain [1] zauważa, iż:

    Nasze mózgi zdają się nieprzystosowane do radzenia sobie z prędkością i złożonością współczesnego świata. (…) Różnica między ostrym stresem a stresem chronicznym jest ogromna. Ostry i krótkotrwały [nagły] stres jest dla nas dobry – kortyzol pobudza, poszerza spektrum widzenia, aktywuje do działania.

    Ze stresem chronicznym jest zupełnie inaczej. Zaburzając „ustawienia wyjściowe” autonomicznego układu nerwowego (układów: współczulnego i przywspółczulnego), wpływa destrukcyjnie na nasze zdolności poznawcze, percepcję, neuroplastyczność, rozregulowuje poziom kortyzolu i zegar biologiczny, powoduje stany zapalne, insulinooporność i ogólny spadek motywacji oraz samopoczucia. W swej książce Wolni od stresu. Jak nauka pomaga uodpornić się na stress (2019) [2] dr Mithu Storoni wyjaśnia tę różnicę.

    Kora przedczołowa

    Organem kierującym w naszym ciele jest kora przedczołowa, uważnie badająca każdą sytuację i budująca strategię, decydując o tym, na czym mamy skupić uwagę. Poza aktualnie dostarczanymi dany zmysłowymi kora przedczołowa korzysta także z materiału zawartego w pamięci długotrwałej – z hipokampu.

    Uczy się metodą prób i błędów (…) bez przerwy, próbując udoskonalić swoją inteligencję. To wszystko sprawia, że kora przedczołowa jest w stanie ciągłej, intensywnej pracy, tworzą się nowe sieci, zmieniają obecne oraz pojawiają się i znikają połączenia pomiędzy komórkami mózgu (synapsy). (…) Stopniowe zmiany siły i aktywności synaps nazywamy neuroplastycznością. [3]

    Stres

    W momencie stresu nasz mózg reaguje podwójnie [4]:

    – zwiększa się działanie współczulne a spada przywspółczulne, kulminacja następuje, gdy zostaje uwolniona epinefryna (adrenalina): oddech przyspiesza, puls się zwiększa, podwyższa się czujność

    – wskutek ciągu zdarzeń na osi podwzgórze–przysadka–nadnercza (ang. HPA: hypothalamic–pituitary–adrenal) następuje uwolnienie kortyzolu, hormony stresu.

    (…) w samym mózgu obszar zwany ciałem sinawym zmienia swój układ wyładowań elektrycznych, co prowadzi do wydzielenia norepinefryny (noradrenaliny). Substancja rozchodzi się po różnych częściach mózgu, w tym także w korze przedczołowej i ciele migdałowatym, wpływając na nasze funkcje poznawcze i reaktywność emocjonalną. Podwzgórze wysyła przekaźnik zwany kortykoliberyną (CRH), która pobudza przysadkę mózgową do wydzielania hormonu adrenokortykotropowego (ACTH), a ten stymuluje nadnercza do uwalniania kortyzolu. [5]

    Ciało migdałowate, dokonujące wstępnej selekcji informacji z otoczenia, wysyłające następnie sygnały do mózgu i odbierające odpowiedź od kory przedczołowej, i układ limbiczny łączą się w sieć, w której zachodzi reakcja stresowa. [6]

    Rezyliencja podczas praktyki jogi (rozumianej całościowo)

    Badania nad wpływem jogi i medytacji prowadzone na 38 osobach podczas 3-miesięcznej praktyki jogi (medytacja, praca z oddechem, koncentracja poprzez mantry, dieta wegetariańska, asany) wykazały między innymi wzrost odporności na stres, a dokładniej rezyliencję (biologiczną zdolność szybkiej adaptacji do nowych sytuacji, szczególnie powrotu do stanu wyjściowego po trudnym przeżyciu) wskutek kortyzolowej odpowiedzi na pobudzenie zachodzącej w HPA. [7]

    Dr Ewa Ferensztajn wyjaśnia, iż:

    kortyzolowa odpowiedź na przebudzenie (CAR – cortisol awakening response), opisująca reaktywność osi stresowej. Wartość CAR została po raz pierwszy opisana w 1995 roku (Pruessner i wsp. 1995) i dotyczy nagłego wzrostu (o 50-160% od poziomu wyjściowego) stężeń kortyzolu we krwi, w ciągu pierwszych 30 minut po przebudzeniu. (…) Wartość CAR wykazuje istotny związek z zaburzeniami psychicznymi i somatycznymi. Stwierdzono podwyższone wartości CAR u osób z depresją (Bhagwagari wsp. 2005), u pacjentów z ChAD w okresie eutymii (Deshauer i wsp. 2003), w grupie potomstwa osób z ChAD (Ellenboegen i wsp. 2004) i u kobiet z osobowością typu borderline (Lieb i wsp. 2004). Obniżone stężenia CAR wykazano w zespole stresu pourazowego, zespole przewlekłego zmęczenia, w zaburzeniach snu i przy przewlekłym bólu (Fries i wsp. 2009), natomiast zmienione wartości CAR obserwowano w związku z chorobami sercowo-naczyniowymi, autoimmunologicznymi oraz alergicznymi (Kudielka i Kirschbaum 2003). [8]

    Stres psychospołeczny a samokontrola

    Obecnie główną formą stresu w zurbanizowanym świecie jest stres psychospołeczny: trudne spotkanie w pracy, na ulicy, sprawa urzędowa, kłótnia, korek uliczny itp. [9] Gdy doświadczamy stresu psychospołecznego, mózg uruchamia szereg reakcji łańcuchowych opisanych powyżej [10]. Natomiast grzbietowo-boczna kora przedczołowa (ang. dlPFC: dorsolateral prefrontal cortex) odgrywa istotną rolę w procesie samoregulacji, która jest ważny składnikiem samokontroli. Długotrwały stres ma związek ze zmniejszoną dlPFC, co może zwiększać podatność na depresje. Na ratunek przychodzi… umiejętność odwracania uwagi od czynnika stresogennego i koncentracja uwagi na czymś innym – przyjemnym lub po prostu rozpraszającym.

    Samokontrola jest jak mięsień. [12]

    Podejmowanie wyzwań, które wymagają samodyscypliny, cierpliwości i dostosowania emocji, to świetny sposób na trening samoregulacji: nauka gry na nowym instrumencie, nauka nowej umiejętności, języka obcego czy sport. [13]

    Istnieje teoria, że jest możliwe udoskonalenie samoregulacji przez ćwiczenia. Obszar dlPFC [grzbietowo-bocznej kory przedczołowej] uważa się za jeden z kluczowych w mózgu racjonalnym, zaangażowanym w autoregulację. [14]

    I tutaj wchodzi joga!

    Praktyka jogi wymaga koncentracji, tj. skupienia uwagi na jednym przedmiocie, np. oddechu, i samoregulacji. Joga podobna jest do neurotreningu [15] i jest pomocna w osiąganiu i utrzymywaniu równowagi między aktywnością układów współczulnego i przywspółczulnego.

    W trakcie praktyki ćwiczeń (…) Twoja rola polega na utrzymaniu nieruchomej pozycji i koncentracji. (…) Podczas gdy autonomiczny układ nerwowy najwyraźniej dobrze się bawi, kora mózgowa musi dbać o kontrolę. To z kolei zmusza do medytacji uważności i samokontroli.

    Utrzymanie odpowiedniej postawy jest możliwe tylko wtedy, gdy masz kontrolę nad sobą samym. Jeśli stracisz kontrolę, zaczniesz się bać czy denerwować, to nie dasz rady. Dzięki temu otrzymujemy pewien rodzaj neurotreningu (…), początkowo nie umiemy kontrolować reaktywności emocjonalnej ani modulować reakcji stresowej. Dopiero powtarzając wysiłki, nauczymy się, co tak naprawdę działa. [16]

    Jeszcze lepszy treningiem dla kontroli przedczołowej będzie dobór pozycji, które są niewygodne i wymagają większego skupienia [17]

    Mózg-umysł esencją jogi

    Fundamentem jogi jest mózg – zapanowanie nad stresem poprzez kontrolę oddechu. Nerw przeponowy, wychodzący ze splotu szyjnego, oraz układ współczulny, centrala stresu, znajdują się bardzo blisko siebie. Modyfikując zatem jeden z nich, modyfikujemy drugi: „oddech ↔ mózg”. Wydłużenie interwału między fazami oddechu oraz zwiększenie pojemności oddechu odpowiadają za obniżenie poziomu stresu oraz uczucie zrelaksowania. „Uspokojenie” układu współczulnego sprawia, że decyzje są bardziej racjonalne, a umysł spokojny. [18]

    Istotą jogi jest utrzymywanie stałości emocjonalno-cielesnej w stresującym momencie. W tym celu kora przedczołowa ma za zadanie przeorientować nasze myśli: kiedy w trakcie zmagania się z utrzymaniem równowagi w asanie, nagle zaczynamy się rozpraszać i myśleć, że jest nam za gorąco, rozważać problemy z pracy, myśleć, że na pewno nam się nie uda, a mimo to nadal próbujemy utrzymać balans w pozycji – w tym momencie kora przedczołowa jest silnie aktywowana. Jeśli do praktyki asan dołączone zostają: medytacja z praktyką oddechową (pranajamą) oraz etyczne zalecenia jogi, w naszym mózgu (i życiu) zachodzą ogromne zmiany. [19]

    Lekarze, myśliciele, sportowcy i jogini

    Dr Mithu Storoni opowiada o sobie, iż:

    Urodziłam się w rodzinie lekarzy, myślicieli, sportowców oraz joginów i dorastałam wśród opowieści o dziwnych i niezwykłych dokonaniach: ludziach, który dobrowolnie znikali w mroźnych Himalajach, gdzie mieszkali w chłodzie i mało jedli, a wszystko po to, aby ćwiczyć umysł (…). Mówiono mi, że mózg potrafi odwrócić decyzje podejmowane w niższych partiach łańcucha decyzyjnego. [20]

    I podaje trzy sposoby na stałe odprężenie [21]:

    Ćwicz rano.

    Regularnie korzystaj z sauny.

    Unikaj negatywnych osób, historii i sytuacji.

    Zaiste!

    Tekst oryginalnie pod tym samym tytułem kazał się na blogu autorki w dniu 21.04.2019 https://ateliermysli.com/2019/07/21/joga-jako-forma-neurotreningu/.

    ______

    Przypisy:

    1. https://www.artofmanliness.com/articles/podcast-525-how-to-stress-proof-your-body-and-brain/?fbclid=IwAR1cIL8LU9nPcIvzNaPDKja23N_nvgUu_lMUyVK9cuMHviCFb5bHm2V1Q2o

    2. Tytuł w oryginale: Stress-Proof: The Scientific Solution to Protect Your Brain and Body — and Be More Resilient Every Day (2018).

    3. Mithu Storoni, Wolni od stresu. Jak nauka pomaga uodpornić się na stres, Czarna Owca, 2019, s. 25.

    4. Tamże, s. 28.

    5. Tamże, s. 71.

    6.Tamże, s. 29.

    7. Yoga and meditation improve mind-body health and stress resilience: https://www.sciencedaily.com/releases/2017/08/170822104855.htm, na podstawie: B. Rael Cahn, Matthew S. Goodman, Christine T. Peterson, Raj Maturi, Paul J. Mills. “Yoga, Meditation and Mind-Body Health: Increased BDNF, Cortisol Awakening Response, and Altered Inflammatory Marker Expression after a 3-Month Yoga and Meditation Retreat”, Frontiers in Human Neuroscience, 2017: https://www.frontiersin.org/articles/10.3389/fnhum.2017.00315/full

    8. Ocena czynników neurobiologicznych i psychopatologicznych u potomstwa pacjentów z chorobą afektywną dwubiegunową leczonych profilaktycznie litem, rozprawa doktorska, UAM, 2014, ss. 19-20.

    9. Mithu Storoni, Wolni…, s. 42

    10. Tamże, s. 71.

    11. Tamże, s. 42.

    12. Tamże, s. 91.

    13. Tamże, s. 53.

    14. Tamże.

    15. Tamże, s. 58.

    16. Tamże, s. 59.

    17. Tamże, ss. 59-60.

    18. The Science of Breathing: https://uplift.tv/2018/the-science-of-breathing/

    19. The Science Behind Yoga and Stress: https://uplift.tv/2018/science-behind-yoga-stress /

    20. Mithu Storoni, Wolni…, s. 13.

    21. Tamże, s. 92.

  • Astma oskrzelowa a praktyka pewnych technik jogi. Śrivatsa Ramaswami

    Astma oskrzelowa a praktyka pewnych technik jogi. Śrivatsa Ramaswami

    W jednym z artykułów, który niegdyś napisałem, wspominałem o zastosowaniu neti, nadi śodhany, kapalabhati i pokrewnych technik, aby utrzymać górne drogi oddechowe w dobrej kondycji i radzić sobie z ich dolegliwościami, takimi jak zapalenie zatok, nosa, chroniczne kichanie, itp. W neti stosujemy wodę lub sznureczek/ cewnik do oczyszczania górnych dróg oddechowych. Z kolei nadi śodhana działa podobnie jak neti, lecz używa powietrza jako czynnika oczyszczającego. Dolne drogi oddechowe mają swoje odrębne właściwości. Powietrze ogrzane i nawilżone w górnych drogach oddechowych dostaje się do tchawicy i przepływa przez oskrzela do płuc. Oskrzela są stosunkowo wrażliwym narządem i podczas oddychania kurczą się i rozkurczają. Niektórzy jogini, którzy zajmują się zarówno jogą, jak i współczesną medycyną sugerują, że kurma nadi wspominana w tekstach jogicznych odnosi się do odcinka oskrzelowego systemu oddechowego.
    To wrażliwe nadi stwarza problemy u niektórych osób. Oskrzela rozkurczają się i kurczą w trakcie wdechu i wydechu u zdrowych ludzi w normalnym tempie. Lecz u niektórych kurczą się podczas wydechu, ale nie rozprężają się wystarczająco podczas wdechu lub nawet pozostają przykurczone przy wdechu ograniczając swobodny przepływ powietrza. Z powodu zwężenia tego odcinka dróg powietrznych słychać charakterystyczny dla astmatyków świszczący dźwięk. Te skurcze w niektórych ciężkich przypadkach mogą być ciągłe, lecz u wielu astmatyków są sporadyczne.

    Młody Śrivatsa Ramaswami zapowiada publiczny wykład swojego nauczyciela, Tirumalai Krishnamacharyi (1888-1989)

    Przyczyna tego stanu jest często przypisywana alergenom. Niektóre alergeny, jak pyłki, kurz, orzeszki ziemne, sierść kota czy nawet łupież małżonka, powoduja reakcję w ośrodku oddechowym, w wyniku której impulsy pochodzące z nerwu błędnego, który kontroluje oskrzela, powodują ich skurcz. Podczas gdy u większości ludzi tak się nie dzieje, to taka przesadzona reakcja występuje u astmatyków. Konwencjonalne podejście do rozwiązania tego problemu jest dwojakie. Jedna możliwość to znaleźć te rodzaje pożywienia i substancje, które powodują zmianę chorobową i wypracować w stosunku do nich vairagję (nieprzywiązanie). Zalecane jest cnota powstrzymania się. „Trzymaj się z dala od drażniących alergenów” – brzmi zalecenie. Inne podejście, to znaleźć te różne substancje, na które dany człowiek jest uczulony i wstrzyknąć małe dawki alergenów do organizmu. Przy odrobinie szczęścia, z czasem pacjent wytworzy odporność na te substancje, której wcześniej nie posiadał.

    Czasem stosuje się tymczasowe rozwiązanie w postaci leku, głównie po to, by rozkurczyć oskrzela. Takie lekarstwa są dostępne u alopatycznych lekarzy, specjalistów ajurwedy oraz jako domowe leki. Moja babcia przyrządzała mieszankę kilku ziół, kurkumy, pieprzu, bazylii, cynamonu i kawałka suszonego daktyla (dla poprawy smaku). Zatem unikanie alergenu, wytwarzanie sztucznej odporności oraz czasowe środki łagodzące objawy są metodami leczenia dostępnymi dla milionów tych, którzy cierpią z powodu tej utrudniającej życie choroby, jaką jest astma oskrzelowa.
    Lecz jogini idą o jeden krok dalej i twierdzą, że astma jest zaburzeniem funkcjonalnym.
    Uważają, że nawet jeśli alergeny są bezpośrednią przyczyną wystąpienia objawów, to przyczyną leżącą u podstawy choroby jest nagła, anormalna czynność motorycznooskrzelowa jądra nerwu błędnego w rdzeniu przedłużonym. Obce białko, drażniący alergen, wywołuje nadmierną reakcję u astmatyka, kiedy jądro motoryczne nerwu błędnego jest drażliwe i niestabilne, przez co wytwarza skurcz oskrzeli. Osłabienie układu współczulnego również przyczynia się do tej choroby. Jest to niewłaściwe funkcjonowanie ośrodka oddechowego. W języku joginów nazywa się to zaburzeniem (prana prakopa) pranamaja kośa (tzw. powłoki siły życiowej w koncepcji pięć powłok atmana).

    Tak więc, zamiast radzić sobie z problemem objawowo, jogiczne sposoby działania starają się bezpośrednio naprawić i wpłynąć na nieprawidłowość. Jednym z nich jest wyjątkowa technika nazywana oddechem ujjayi. Kiedy ją stosujemy struny głosowe są zbliżane do siebie przy użyciu głębokich mięśni ktani i głośni, a praktykujący oddycha przez wytworzoną szczelinę, wydobywając charakterystyczny szumiący dzwięk Ujjayi. Na codzień nie używamy tych mięśni w taki sposób. Podczas gdy jogini są zaznajomieni z tą techniką oddychania, dla wielu innych jest ona obca. Ale utrzymujac struny głosowe w zbliżeniu przez dłuższy czas, wykonując wdechy i wydechy ujjayi, zyskujemy znaczną kontrolę nad tymi mięśniami. Ponieważ oskrzela są kontrolowane przez ten sam nerw błędny, zyskalibyśmy kontrolę nad mięśniami aktywującymi oskrzela. W zasadzie uzyskujemy optymalny efekt, jeśli poprawnie wykonujemy ujjayi przy jednoczesnym zastosowaniu właściwej jalandhary badhy. W tej bardzo potężnej bandże broda jest opuszczana w dół, aż spocznie na mostku, a cała klatka piersiowa unoszona poprzez prostowanie kręgosłupa. W takim ułożeniu można oddychać kontrolując przepływ powietrza na całej długości dróg oddechowych, bardzo blisko oskrzeli, kurma nadi. Kilka dni uważnego ćwiczenia tej niezwykłej techniki pomoże wypracować bardzo dobrą kontrolę nad mięśniami dolnych dróg oddechowych. Oddech ujjayi będzie wydawał się bardzo nienaturalny dla nie-joginów. Dalsze wydłużone, celowe zwężenie tej okolicy będzię również stymulowało układ współczulny do wysyłania impulsów otwierających oskrzela, a układ współczulny także zostanie wzmocniony. Wzmocnienie tego układu pomoże rozkurczyć oskrzela podczas normalnego oddychania. Bez większego wdawania się w szczegóły techniczne można powiedzieć, że takie przeprogramowanie wykonywane wystarczająco długo pomoże astmatykowi w polepszeniu jakości oddychania oraz w złagodzeniu i zmniejszeniu częstotliwości ataków, a w niektórych przypadkach do powrotu do pełnego zdrowia. Razem ze stosowaniem odpowiedniej diety, obniżeniem poziomu stresu i innymi bliskimi jodze zmianami w stylu życia, a także przy regularnej praktyce, można się, przy odrobinie szczęścia, całkowicie uwolnić od utrudniających życie ataków astmy. Ujjayi bardzo przypomina oddychanie astmatyka. Innym towarzyszącym problemem jest chroniczny suchy kaszel. Rozwiązaniem tutaj mogłoby być ostrożne praktykowanie bhastriki, która stymuluje kaszel.

    Innymi ćwiczeniami, które mogą przynieść dużo korzyści są, jak łatwo można zgadnąć, pozycje odwrócone, szczególnie stanie na głowie. Kiedy pacjent jest już w miarę zdrowy i silny można próbować stania na głowie i jego wariantów przy lub bez użycia pomocy. Stanie na głowie, jak wspominałem w moich publikacjach, pomaga kierować płyn mózgowo-rdzeniowy do komory mózgu w celu stymulacji wydzielin przysadkowych, które pomagają w produkcji adrenaliny, hormonu, który kiedyś podawano astmatykom. Pozycja ta również odżywia nerwy rdzeniowe, które pomogą we właściwym funkcjonowaniu wegetatywnego układu nerwowego, co daje zdrową kontrolę nad oskrzelami. Krótkie przebywanie w sarvangasanie jest również pomocne, ponieważ daje naturalną jalandhara bandhę oraz nadaje dobrą jakość oddychaniu ujjayi. Można także spróbować wspomaganej sarvangasany – czyli półświecy (viparitakarani).

    Dobre rezultaty daje też praca nad mięśniami wspomagającymi oddychanie. U astmatyka mięśnie klatki piersiowej mają tendencję do sztywnienia, co spłyca oddychanie. Ćwiczenia rąk oraz klatki piersiowej są bardzo pomocne w pozbyciu się uczucia ucisku w obrębie klatki. Dobrze jest skorzystać z vinyas rąk oraz parśva bhangi w sekwencji Tadasany w mojej książce „The Complete Book of Vinyasa Yoga”. Wiele z tych ćwiczeń może być wykonywanych nawet na siedząco, a niektóre nawet na leżąco, w zależności od sprawności i stanu pacjenta. Śpiewanie (np. w łazience), śpiewna recytacja na całe gardło (prabalam adhiyita) oraz czytanie na głos (ze słuchaczami lub bez) są również pomocne.

    Joga może być bardzo przydatna dla astmatyków jako pomocnicza terapia, którą można stosować równolegle do już podjętego leczenia medycznego: alopatycznego, ajurwedycznego, czy jakiekolwiek innego. Zazwyczaj dobrym pomysłem jest rozpoczęcie leczenia astmatyka w okresie, kiedy zanieczyszczenia atmosferyczne są najmniej dokuczliwe, a ataki astmy są minimalne. Można zacząć od ćwiczeń pomocniczych mięśni, a później uczyć kapalabhati, potem bhastrika oraz oddechu ujjayi i zatrzymania oddechu, w miarę możliwości pacjenta. Kiedy ów poczuje się w miarę komfortowo, można spróbować którejś z odwróconych pozycji z pomocą. Z czasem, w miarę regularnej praktyki, prawie każdy wykazuje poprawę. Siła i częstotliwość ataków zmniejsza się.

    Kiedy zacząłem uczyć w połowie lat siedemdziesiątych, przy błogosławieństwie mojego guru, nauczałem jogi grupki astmatyków w pobliskim szpitalu. Pacjenci mieli pomiędzy 8 a 60 lat. Spotykałem się z każdym z nich oddzielnie raz w tygodniu przez około 8 tygodni, ucząc ich powoli i stopniowo. Nie prowadziłem żadnej dokumentacji, ale później, kiedy spotkałem ich lekarza wyglądał na całkiem zadowolonego. Wspomniał, że wielu z nich wykazało poprawę w ciągu roku i było możliwe zmniejszenie dawki, a w jednym, czy dwóch przypadkach odstawienie lekarstw. Ich pojemność życiowa płuc znacząco się zwiększyła. Jednym ważnym aspektem terapii jogą jest to, że pacjent jest w nią w całości zaangażowany. Jeśli podaje się jedynie lekarstwa, pacjent staje się pasywnym i bezsilnym uczestnikiem. W terapii jogą pacjent jest w pełni zaangażowany, a kiedy zauważa poprawę, dostaje psychologiczne wzmocnienie w postaci poczucia sukcesu, co pomaga mu regularnie praktykować i dbać o siebie. Powoli jest on w stanie przezwyciężyć rozpacz i bezsilność związaną z tymi atakami i przyjmuje bardziej pozytywne nastawienie. Zaczyna czuć, że jest w stanie sprostać wyzwaniu.

    Kiedy ktoś pyta mnie, czy joga ćikitsa (terapia jogą) działa na astmę oskrzelową, odpowiadam, że tak. Sam byłem astmatykiem jako nastolatek. Odkąd zacząłem naukę u mojego guru stałem się – odpukać – wolny od ataków, już od 50 lat. Dzieci z rodzin, których członkowie mają astmę mogą niesamowicie skorzystać z właściwej praktyki jogi, jeśli zaczną praktykować odpowiednio dostosowaną do siebie jogę we wczesnym okresie życia.

    – –
    Aczaria Śrivatsa Ramaswami jest jednym najwybitniejszych żyjących nauczycieli jogi, uczył się u “ojca współczesnej jogi” Śri Krishnamacharyi przez 33 lata. Napisał 4 książki o jodze, jak również nagrał w Indiach około 40 płyt z recytacją wedyjską.
    Strona acharyi Ramaswamiego: http://www.vinyasakrama.com

    Tłumaczenie: Jakub Preisner
    Tekst pierwotnie ukazał się na portalu Joga ABC, a tutaj trafił w wyniku połączenia się portalu z naszym blogiem 24.04.2025.

  • Joga dla serca i układu krążenia ~ Srivatsa Ramaswami

    Joga dla serca i układu krążenia ~ Srivatsa Ramaswami

    Mój Guru Sri Krishnamacharya określiłby jogę jako sarvanga sadhana lub metodę, która zapewnia odpowiednie ćwiczenie całemu ciału, nie tylko mięśniom szkieletowym. Jogini zapewniają, iż dotrzeć można do każdej części ciała i każdą z tych części wyleczyć. Dlatego możemy przyjrzeć się tutaj pewnym aspektom wpływu praktyki jogi na pracę serca. Jednym z poglądów, które silnie akcentował mój Guru, było to, że serca nie należy przeciążać; nawet gdy wykonujecie takie jogiczne praktyki jak asany, tętno nie powinno wzrastać wyraźnie, co znacznie różni się od filozofii “ćwiczeń aerobowych”. Istnieje również inny tego aspekt. W ciele znajduje się sześć koshas lub powłok, które przynależą do sześciu ważnych narządów wewnętrznych. Serce otoczone jest hrudaya kosa lub workiem osierdziowym, który znajduje się w jamie klatki piersiowej i odpowiada za przepompowywanie krwi (rakta-sanchara) do wszystkich narządów oczyszczających, jak nerki, płuca, etc., jak również do wszystkich tkanek ciała. Jest ono otoczone podwójną ścianką zwaną osierdziem, która umożliwia sercu płynne poruszanie się wewnątrz jamy klatki piersiowej. Ten organ zbudowany z tkanki mięśniowej jest przyczepiony do ścian jamy klatki piersiowej, również zbudowanych z tkanki mięśniowej. Owe mięśnie, ze względu na naszą pozycję wyprostowaną, mają tendencję do opadania z czasem pod wpływem działania siły grawitacji, mimo to, iż posiadają mocne oparcie. To opadanie hrudaya kosa ma zdaniem joginów osłabiający wpływ na serce – które staje się coraz mniej wydajne ze względu na powolne przemieszczanie się narządu w kierunku ku dołowi, względem jego prawidłowej pozycji. Owa hipoteza “opadania serca” przykuwa od dawna uwagę joginów. Tak więc w niniejszym artykule zajmiemy się tym, jakie praktyki uskuteczniali jogini dawniej, by: 1. Wspomóc serce w jego roli pompowania krwi oraz 2. Skorygować stopniowe zmniejszanie jego wydajności spowodowane fizycznym osuwaniem się serca, choć nieznacznym, oraz zmniejszaniem jego elastyczności.

    Rakta sanchara czyli krążenie krwi dzieli się na dwie części. Pierwsza z nich to powrót krwi żylnej do serca, tak że serce może następnie przepompować ją do różnych części ciała, włączając w to narządy oczyszczające, jak płuca (svasa kosa) oraz nerki. Cała krew, która trafia do różnych mięśni i tkanek, musi później wrócić do serca. Mięśnie, zwłaszcza zaś mięśnie szkieletowe pozostają przez cały czas w stanie częściowego skurczu, tak by mogły utrzymać swój tonus. Ten nieznaczny skurcz pomaga wycisnąć “zużytą” krew z mięśni z powrotem do systemu żylnego. Żyły posiadają specjalne zastawki, które zapobiegają cofaniu się krwi i umożliwiają przepompowywanie jej w górę do serca. Mięśnie szkieletowe, zarówno prostowniki, jak i zginacze utrzymywane są w warunkach normalnego unerwienia w stanie spoczynku, w ciągłym napięciu. Tak więc nawet “leń kanapowy” jest w stanie zapewnić sobie odpowiednią cyrkulację krwi, dzięki owemu zjawisku “pompy mięśniowej”, chociaż tego rodzaju cyrkulacja nie jest zbyt wydajna. Jeśli powrót krwi żylnej do serca jest zbyt skąpy lub jest poniżej normy, serce będzie musiało wykonywać więcej uderzeń, by wypchnąć do mięśni tę samą ilość krwi w jednostce czasu. Jeśli owa “objętość uderzeniowa” wzrośnie, wtedy serce będzie w stanie pompować krew bardziej wydajnie. Będzie uderzać mniej razy, by przepompować tę samą ilość krwi. To, zdaniem joginów, pomoże zredukować obciążenie mięśnia sercowego. Uważa się to za stan pożądany.
    Istnieje kilka praktyk, które jogini wykonują w celu poprawienia powrotu krwi żylnej do serca. Ćwicząc vinyasy, jogini są w stanie wycisnąć większą ilość krwi z komórek. W metodzie Vinyasa Krama, dzięki dobrze przemyślanemu reżimowi vinyas i asan, możliwe jest ćwiczenie wszystkich mięśni, tkanek i komórek systemu mięśniowo-szkieletowego, wynikiem czego jest dokładniejsze oczyszczanie systemu. Zaś w miarę jak “odtleniona krew” jest wyciskana z tkanek, dostaje się do nich świeża, pożywna krew.

    Co równie istotne, a nawet bardziej znaczące, to wpływ, jaki posiada oddychanie na powrót krwi żylnej do serca. Kiedy wykonujemy wdech, robimy to, rozszerzając klatkę piersiową. Gdy rozszerzamy klatkę piersiową w trakcie wdechu, opuszcza się jednocześnie przepona oddechowa i tworzy się częściowa próżnia w jamie klatki piersiowej – istnieje bowiem znaczna różnica ciśnienia pomiędzy wnętrzem klatki piersiowej a atmosferą na zewnątrz ciała. Tak więc gdy rozszerza się klatka piersiowa, na skutek różnicy ciśnień powietrza wpada do płuc przez nos, tchawicę, etc. Zazwyczaj dzieje się to na przestrzeni kilku sekund czasu, po czym mimowolny wdech ulega zatrzymaniu i rozpoczyna się wydech, będący wynikiem rozluźnienia mięśni klatki piersiowej. W trakcie wydechu pewna ilość powietrza, powiedzmy około 500 ml z 5 litrów ogółu powietrza zawartego w klatce piersiowej, jest wypychana z płuc na zewnątrz. Tak wygląda normalne oddychanie. Dla naszej tutaj dyskusji istotny jest fakt, iż w momencie, w którym klatka piersiowa rozszerza się, powstała w wyniku tego częściowa próżnia wywiera również wpływ na serce, które umiejscowione jest w tej samej jamie klatki piersiowej. Krew, która powoli porusza się przez żyłę główną, jest zasysana przez ową częściową próżnię, czego efektem jest przyspieszenie przepływu krwi do komory serca. Jogini potrafią wykorzystać to zjawisko, zwane również efektem “pompy oddechowej”. Ciśnienie ujemne w jamie klatki piersiowej zwiększa się jeszcze mocniej i wolniej poprzez rozszerzanie klatki piersiowej i jest utrzymywane przez dłuższy okres czasu na skutek zastosowania techniki zatrzymania powietrza kumbhaka. W trakcie długiego wdechu i zatrzymania oddechu efekt pompy ssącej zostaje wydłużony i powrót krwi żylnej do serca ulega przyspieszeniu. W taki sposób porządna sesja pranajamy wspomaga powrót krwi żylnej do serca.

    Tak więc metoda praktyki jogi Vinyasa Krama posiada jeszcze jedną, dodatkową zaletę. Wykonywanie dziesiątek powtórzeń vinyasy pomaga wycisnąć “niedobrą krew” z każdego mięśnia i ścięgna, zaś symultaniczne, zsynchronizowane, powolne, w specjalny sposób wykonane oddychanie pomaga zassać większą ilość krwi do serca. Podczas gdy vinyasy i asany pomagają wycisnąć krew z tkanek z powrotem do systemu, powolne i pogłębione wdechy, poprzez utrzymywanie ujemnego ciśnienia w jamie klatki piersiowej przez znacznie dłuższy okres czasu, wspomagają powrót krwi żylnej do serca. Dzięki temu z każdym swoim uderzeniem nasze serce jest w stanie przepompować zwiększoną ilość krwi, zwiększając w ten sposób objętość uderzeniową serca. W przeciągu około pół godziny czasu można wykonać około 100 vinyas, wliczając w to krótkie przerwy na odpoczynek, podczas których następuje znacząca poprawa krążenia krwi w całym systemie. Ta metoda jogi znacznie różni się od ćwiczeń aerobowych. W ćwiczeniach aerobowych – z jakimi mamy do czynienia w przypadku uprawiania samych tylko ćwiczeń jogi, bez jakiegokolwiek nawiązania do powolnego oddychania – krążenie krwi poprawia się, jednak na skutek szybszej pracy serca i płuc. Ta sama wielkość krążenia krwi osiągana jest poprzez zwiększenie ilości uderzeń serca, co zdaniem joginów jest niewydajne i obciąża serce. W dalszym ciągu ćwiczeń ciało produkuje zwiększoną ilość produktów odpadowych i większą ilość “niedobrej krwi” ze względu na znaczne przyspieszenie metabolizmu, podczas gdy w jodze, która obejmuje synchroniczne oddychanie, tak jak w metodzie Vinyasa Krama nauczanej przez Sri Krishnamachary’ę, przyspieszenie metabolizmu jest minimalne.

    Joga zajmuje się również krążeniem krwi do narządów wewnętrznych. Podczas gdy same asany wspomagają głównie mięśnie szkieletowe, jogini opracowali również specjalne metody, dzięki którym znaczna ilość mięśni i tkanek wewnątrz ciała również poddawana jest ćwiczeniu. Wynikiem tego jest wyciśnięcie i wpompowanie do systemu znacznej ilości krwi z mięśni i tkanek. Głębokie wdechy wykonywane w trakcie ćwiczeń pranajamy spychają przeponę oddechową w dół, wywierając w ten sposób korzystny nacisk na narządy brzucha i miednicy. Trochę bardziej zaawansowani adepci jogi wykonują również mula bandhę oraz niepełną uddiyana bandhę po wydechu (na wstrzymaniu oddechu), tak że nacisk na narządy wewnętrzne (narządy brzucha i miednicy) wytwarzany jest od góry, od spodu oraz od tyłu, dosłownie “wyciskając” większą ilość krwi z tych narządów i mięśni. Następnie po wydechu stosuje się mocniejsze bandhy, dzięki którym poddawane są ćwiczeniu, ściskane i masowane mięśnie i narządy wewnętrzne. W uddiyana bandhdzie, w trakcie wykonywania kumbhaki, zaawansowany adept jogi, taki jak mój Guru, potrafi wepchnąć przeponę oddechową dość głęboko w górę do jamy klatki piersiowej, wywierając w ten sposób zdrowe ciśnienie na mięśnie serca, aby wycisnąć krew nawet z tych mięśni, zapewniając sercu delikatny masaż i rozwijając w tym procesie elastyczność mięśni serca.

    Istnieje również inna, unikatowa praktyka, którą jogini stosują dla wzmocnienia powrotu krwi żylnej do serca. Chodzi o pozycje odwrócone, takie jak Stanie na Głowie, Stanie na Barkach oraz liczne vinyasy wykonywane w tych pozycjach. Serce jest ulokowane w ciele dość wysoko, prawie na 2/3 wysokości ciała lub nawet wyżej w normalnej, wyprostowanej pozycji. Podczas gdy pomaga to sercu przepompowywać krew bardziej wydajnie do 2/3 ciała poniżej, do trzewi i kończyn dolnych, sam powrót krwi żylnej do serca jest trochę utrudniony, ze względu na opór jaki stawia grawitacja. Tak więc pozycje odwrócone, takie jak Sarvangasana, pomagają spływać płynom, zwłaszcza zaś krwi, z kończyn dolnych, jak również narządów wewnętrznych. Efekt ten jest wzmacniany poprzez praktykę różnych vinyas w pozycjach odwróconych. Kombinacja vinyas w pozycjach odwróconych, synchronicznego oddechu oraz stosowania bandh pomaga powrócić większą ilość krwi do serca z mięśni i tkanek znajdujących się poniżej serca. Raz jeszcze ćwiczenia, takie jak Kapalabhati, Vanhi (Agni) Sara oraz bandhy wspomagają ten proces.

    Jak wspomnieliśmy wcześniej, inny pogląd silnie akcentowany przez mojego Guru dotyczy kwestii powolnego przemieszczania się lub opadania narządów wewnętrznych z ich oryginalnej pozycji. Stają się one w ten sposób mniej wydajne w dłuższym okresie czasu za sprawą utraty swojego tonusu (napięcia mięśniowego). Tonus mięśnia sercowego jest bardzo dobry w młodym wieku, jednak z czasem na skutek działania siły grawitacji mięśnie zaczynają opadać – tracą część swego tonusu i stają się mniej elastyczne, podobnie jak wszystkie pozostałe mięśnie. Tak więc jogini ponownie odwołali się do pozycji odwróconych lub viparita karani. Dla serca idealną pozycją jest Sarvangasana i w tej pozycji serce spoczywa delikatnie i miękko w górnej części jamy klatki piersiowej, dobrze wsparte i odprężone. Być może dla tego mówi się o Sarvangasanie jako o Sercu Asan. Dziesięć minut dziennie poświęconych na praktykę Sarvangasany z zastosowaniem bandh pomaga przywrócić sercu jego oryginalną pozycję lub nawet nieznacznie ją skorygować. Uważa się, iż praktyka pranajamy wykonana po tym ćwiczeniu pomaga znormalizować pozycję oraz zneutralizować jakiekolwiek nadmierne przesunięcia i korekty powstałe w trakcie wykonywania pozycji odwróconej. Głęboka uddiyana bandha oraz inne ćwiczenia brzuszno-miednicowe, jak Kapalabhati, Vahni Sara, etc., pomagają masować i wzmacniają mięśnie serca, tak że może ono przez cały czas pompować krew wydajnie do wszystkich części ciała.

    Jeśli serce danej osoby ćwiczącej jest w dobrej kondycji, dobrą praktyką wstępną może okazać się wykonanie najpierw ćwiczeń klatki piersiowej oraz mięśni wspomagających tułowia. Możecie wykorzystać ćwiczenia z rozdziału “Hastavinyasy w tadasanie” z mojej książki The Complete Book of Vinyasa Yoga. Pomagają one wyćwiczyć mięśnie wspomagające oddychanie oraz rozszerzyć w stopniu znacznym klatkę piersiową. Następnie wykonajcie tyle vinyas, ile będziecie w stanie, aby pobudzić całe ciało. Pozostańcie w Staniu na Barkach przez dobre dziesięć minut, wykonując również w tej pozycji różne vinyasy. Jeszcze lepszy efekt daje wykonanie przy okazji kilku minut Stania na Głowie. Poćwiczcie następnie pranajamę przez jakieś 10 minut, poprzedzoną Kapalabhati, z zastosowaniem bandh. Nastęnie 10 do 15 minut dobrej medytacji, tak by umysł odpoczął, a wraz z nim rozluźniły się mięśnie serca i klatki piersiowej. Możecie również na zakończenie śpiewać mantry wedyjskie lub laukika, tj. “Sahasranama”, etc. lub czytać na głos teksty wedyjskie przez około 15-20 minut codziennie. Uważa się, że modlitwa jest bardzo wydajna. Istnieje wedyjska modlitwa skierowana do Boga pod postacią Słońca (uważanego za ucieleśnienie zdrowia), w szczególności korzystna dla funkcji serca:

    “hrudogam mama surya harimaananca nasada”

    “O Panie w Słońcu. Usuń bóle z mego serca i zielone plamki ze skóry mej” (powstałe na skutek nieprawidłowego oddychania i złego krążenia krwi)

    Po pewnym czasie spędzonym na wypoczynku rytm serca spowalnia samoczynnie. Idąc za radą mojego Guru, należy unikać ćwiczenia jogi jako zwykłego zestawu ćwiczeń aerobowych, ponieważ drastycznie zwiększa to rytm serca. W tekście Hatha Yoga Pradipika jego autor Swatmarama, cytując innego wielkiego jogina Gorkshanathę, wspomina o tym, iż jogin nie powinien wykonywać żadnych ćwiczeń siłowych (kaaya klesa) oraz że takowe wpływają niekorzystnie na całościowy postęp w praktyce jogi. Brahmananda, który jest autorem wspaniałego komentarza do tego tekstu, daje przykłady ćwiczeń uważanych za obciążające, których jogini powinni się wystrzegać. Daje konkretne przykłady, jak podnoszenie ciężarów oraz praktyka licznych powtórzeń cyklu Powitania Słońca (bahu suryanamaskara), ćwiczeń, które stanowią zbytnie obciążenie i których jogini powinni unikać. Mój nauczyciel powiedział również, iż jogin powinien być szczupły (krisa) i nie mieć nadwagi. Nadwaga powoduje dodatkowe obciążenie serca.

    Ćwiczenia aerobowe posiadają swój własny, korzystny wpływ – pomagają one wzmocnić system sercowo-naczyniowy. Pomimo to joga ćwiczona zgodnie z zasadami systemu Vinyasa Krama jest antytezą ćwiczeń aerobowych. Joga Oddechu w sposób celowy redukuje ilość oddechów na minutę, a w konsekwencji tego również i tętno, podczas gdy ćwiczenia aerobowe oraz “joga aerobowa” (jak powtarzanie 108 cykli Powitania Słońca), znacząco zwiększa tempo oddechu oraz tętno w trakcie ćwiczenia. Tego rodzaju ćwiczenia, chociaż zmniejszają gunę Radżasu, akcentują jednocześnie gunę Tamasu. Jednak Joga Oddechowa metodą Vinyasa Krama wykonywana powoli, z pełną synchronizacją oddechu, z następującymi po niej głębokimi ćwiczeniami pranajamy nie tylko zmniejsza gunę Rajasu, lecz również gunę Tamasu. Zmniejszenie udziału tych gun wpływa korzystnie na uspokojenie umysłu, zaś świeży, satwiczny i spokojniejszy umysł sprzyja zdrowemu funkcjonowaniu serca. Dlatego tez uważam, iż dobrą “Polityką Zdrowotną” mogłoby być zachęcanie młodzieży, zwłaszcza zaś nastolatków, do praktyki jogi, ćwiczeń oddechowych i vinyas, pranajamy, różnych mudr, viparita karani oraz odpowiedniej medytacji oraz spożywania umiarkowanych i satwicznych posiłków, tak aby byli przygotowani do tego, by zadbać o swoje serce od lat najmłodszych.

    Tłumaczenie: Rafał Gadomski

    – –
    Śrivatsa Ramaswami (ur. 1939) jest jednym z najwybitniejszych żyjących nauczycieli jogi. Był bliskim uczniem Śri T. Krishnamacharyi, ojca współczesnej jogi, przez 33 lata.
    Strona Śrivatsy Ramaswamiego: http://vinyasakrama.com/

  • Aświni mudra – jak się ma napinanie zwieraczy do wygięć w tył ~ Magda Repetowska

    Aświni mudra – jak się ma napinanie zwieraczy do wygięć w tył ~ Magda Repetowska

    Jeśli zdarzyło Wam się praktykować jogę w miarę regularnej formie, zapewne odczuliście jej pozytywne działanie na Wasze funkcjonowanie w wielu aspektach życia. Praktyka jogi, oprócz połączenia pracy z umysłem i z oddechem, składa się z odpowiednio dobranych asan (pozycji jogi), które dają naszemu ciału określone korzyści. Praca ta nie byłaby jednak pełna i tak wartościowa bez stosowania mudr i bandh. Mudry oraz bandhy to stosunkowo zbliżone do siebie pojęcia. Ich głównym zadaniem jest kontrolowanie i zarządzanie energią, jaka przepływa przez nasze ciało, poprzez zamykanie pewnych kanałów. Do najczęściej stosowanych praktyk z tej grupy należą mula bandha, uddijana bandha i aświni mudra. Dzisiejszy wpis chciałam poświęcić ostatniej z wymienionych.

    Aświni mudra, jak sama nazwa wskazuje i jak wcześniej wspomniałam, zalicza się do grupy mudr/bandh. Słowo aświni w tłumaczeniu na polski oznacza klacz i nawiązuje, co może niektórych zaskoczyć, do ruchu silnego podciągania przepony miednicy do wewnątrz po opróżnieniu jelit przez konia. Nie jest to bezpodstawne, ponieważ zadaniem aświni mudry jest zamknięcie krocza. Polega na zaciśnięciu zewnętrznego zwieracza odbytu, co wpływa na zwarcie dołu pośladków. Żeby bardziej zobrazować sobie jej wykonanie można przypomnieć sobie sytuacje kiedy podczas biegunki, z konieczności uchronienia się przed tragedią, mocno zaciskamy zwieracz odbytu w drodze do toalety 😉

    Funkcją aświni mudry oprócz kontroli przepływu energii, jest zabezpieczenie odcinka lędźwiowego kręgosłupa przed nadwyrężeniem podczas wykonywania wygięć w tył. Zastosowanie tej mudry wymusza delikatne wypchnięcie do przodu kości łonowej i ustawienie miednicy w tyłopochyleniu. Takie ustawienie miednicy nie pozwala na niezdrowe przegięcie się dolnych pleców. Kiedy dodatkowo przy wykonaniu wygięcia zaangażujemy do pracy mięśnie brzucha, zwłaszcza mięsień poprzeczny, otrzymamy bezpieczną stabilizację odcinka lędźwiowego. Ta praca jest szczególnie ważna dla osób z pogłębioną lordozą lędźwiową.

    Aświni mudra, swoim działaniem, powoduje zauważalne zmniejszenie zakresu wygięcia, gdyż nie dopuszcza do „miażdżenia” kręgów w odcinku lędźwiowym, przez co kręgi w tej części kręgosłupa mogą pozostać bezpiecznie oddalone od siebie. Jednak moim zdaniem, ważniejsze od osiągania dużych zakresów w wygięciach i w innych pozycjach, jest wykonywanie ich bezpiecznie, tak żeby nie szkodziły ciału, a przynosiły mu jak najwięcej pozytywnych rezultatów. W końcu praktyka jogi ma poprawiać jakość naszego funkcjonowania na co dzień, dawać nam harmonię i równowagę. Nie ma być natomiast polem do realizowania swoich, czasem wygórowanych ambicji. Myślę, że warto o tym pamiętać.

    Żeby ułatwić sobie nauczenie się tej pracy można zacząć od wykonywania jej w asanach, które temu sprzyjają. Jedną z pozycji w której łatwo poczuć aświni mudrę jest pies z głową w górę, gdzie dół pośladków samoistnie, wyczuwalnie się napina. Żeby poczuć jej działanie można też stojąc w samasthiti docisnąć pięty i wykonać śrubowy ruch wkręcania ich do ziemi w kierunku na zewnątrz. Spowoduje to zbliżenie się do siebie dołu pośladków i delikatne ich zwarcie.

    Dla mnie, stosowanie aświni mudry jest niezwykle istotne. Pamiętam jak zanim nauczyłam się poprawnie ją wykonywać, po wygięciach, sama odczuwałam nieprzyjemny dyskomfort w odcinku lędźwiowym, co wprowadzało niepożądaną dysharmonię do mojego ciała. Często, na prowadzonych przeze mnie grupach, podkreślam jak ważne jest jej wykonywanie i staram się wypracować nawyk stosowania aświni mudry przez moich uczniów we wszystkich pozycjach, w których zachodzi choćby niewielkie wygięcie w tył.

    Podsumowując, choć dla niektórych, na pierwszy rzut oka, zacisk dołu pośladków może nie mieć wiele wspólnego z dbaniem o zdrowie dolnej części kręgosłupa, to o bezpiecznych wygięciach w tył w dużej mierze decyduje poprawie wykonana aświni mudra. Dzięki niej łatwiej jest zachować przestrzeń między sąsiednimi kręgami i nie dopuścić do ich wzajemnego miażdżenia. Jednak należy wziąć pod uwagę, że nawet dobrze wykonana aświni mudra nie uchroni nas przed napięciem jeśli będziemy wciskać się do pozycji bez poszanowania swoich zakresów. O zacisku dołu pośladków powinni pamiętać wszyscy, którzy cenią sobie swoje zdrowie i pragną uniknąć bólu oraz napięć podczas swojej praktyki. Czyż nie to właśnie ma dawać nam joga? Wszechstronnie rozumianą harmonię oraz uwolnienie od dyskomfortu i ograniczeń…

    Zachęcam zatem do praktyki aświni mudry! 🙂

    Autorka tego tekstu, Magdalena Repetowska, jest współautorką – razem z Agnieszką i Maciejem Wielobobami – książki „Joga. Kurs dla początkujących” 🙂 Klikając w obrazek przejdziesz do możliwości zakupu książki.

  • Powięź i powstawanie „Odcisku Życia” ~ Donald VanHowten

    Powięź i powstawanie „Odcisku Życia” ~ Donald VanHowten

    Jest gorący letni dzień, a ty ubrany w szorty siedzisz sobie przed domem na jednym z tych krzeseł wykonanych z metalowej plecionki pokrytej plastikiem. Po chwili wstajesz i wchodzisz do domu. Idący za tobą przyjaciel śmieje się z ciebie: „Hej! Twoje nogi wyglądają jak gofrownica!”. Tak, nosisz na sobie odcisk plecionego krzesła i zależnie od okoliczności możesz poczuć rozbawienie, zakłopotanie lub niepokój. Życie odcisnęło się na twoim ciele.

    donald vanhowten ajurweda i świadomość ciała
    Książka Donalda VanHowtena pt. „Ajurweda i świadomość ciała”

    Czasem Odciski Życia zaczynają się tworzyć poprzez takie proste fizyczne zdarzenia, ale często jest tak, że najpierw powstają one na poziomie mentalnym lub emocjonalnym i dopiero potem stają się wrażeniami fizycznymi. (…)

    Będąc dzieckiem, Dave bawił się ze swoim psem, który nagle wybiegł na ulicę i zginął potrącony przez samochód. Dave dosłownie zapadł się w sobie. Na skutek spazmatycznego szlochu jego klatka piersiowa uległa skurczowi, a szok spowodował, że żebra chłopca pozostały już na zawsze w stanie skurczu. Wydarzenie zostało w nich zapisane, a życie płynęło dalej. Jako nastolatek, Dave poznał dziewczynę i zakochał się w niej. Niestety ona razem z rodziną wkrótce się wyprowadziła. Ponieważ mężczyźnie nie wypada płakać, pogrążył się w niewyrażonych uczuciach i jego żebra jeszcze bardziej się zapadły. Kolejne wydarzenia już tylko umacniały wyobrażenie Dave’a o sobie: (…) pozostań zgarbiony, nie zakochuj się, nie wyrażaj miłości, bo inaczej utoniesz w żalu i płacząc narobisz sobie wstydu. Odruch skurczu żeber karmiony był wciąż narastającym żalem, który w końcu zaczął trawić ciało.

    Nadszedł dzień, w którym Dave spotkał swoją prawdziwą miłość. Dziewczyna spytała: „Dlaczego nie jesteś ze mną całkowicie szczery?”. Młody człowiek upierał się: „Jestem, jestem”, ale w środku, za skurczonymi żebrami, jego serce mówiło: „Nie z twoim Odciskiem Życia, nie ma mowy!”. W przypadku Dave’a skurcz i blokada wstrzymująca uczucia, stanowią pierwszą barierę uniemożliwiającą rozluźnienie żeber. Musi on odkryć (…), zrobić coś, co pomogłoby uleczyć jego ból – choćby wypłakać się. (…) Gdyby Dave pozwolił sobie na wyrażenie nagromadzonego żalu, doświadczyłby uleczenia. (…)

    Jak rozpocząć proces trwałej przemiany i bardziej się zbliżyć do radości życia? Zauważ, jak łatwo podejmujemy decyzje. Wystarczy drobna myślowa zmiana i już jest postanowienie: „Tak, dzisiaj rozpoczynam dietę”. Ale jak trudno jest potem trwać w tej decyzji! To jest jak przechodzenie przez las: najpierw przecierasz szlak, następnym razem odnajdujesz ślad i powtarzasz trasę i w ten sposób powstaje ścieżka. Gdy ścieżka jest już utrwalona, a rośliny zaznaczają murem brzegi twego szlaku, ciężko już jest z niego zboczyć. Gdy już podjęliśmy decyzję zmian, ustalone szlaki naszego systemu nerwowego i ciała muszą być przeprojektowane. (…)

    Nieważne czy Odciski Życia zostały inicjowane przyczynami fizycznymi, mentalnymi czy emocjonalnymi. Bez względu na to, co je wywołało, za każdym razem zapisują się w naszym ciele, w (…) błonach tkanki łącznej, które okrywają i łączą organy, kości, mięśnie i inne części ciała. Można powiedzieć, że ludzkie ciało „trzyma się” jako całość właśnie dzięki owym błonom. W zasadzie wszystkie części organizmu posiadają ochronną warstwę czy błonę, która służy jako granica i jest sposobem oddzielania jednego organu od drugiego. Oddziela ona również nasze wnętrze od świata zewnętrznego. Membrana musi rozgraniczyć komory serca, w przeciwnym wypadku serce nie mogłoby prawidłowo pracować. Granice są potrzebne również pomiędzy grupami mięśni, dla ich właściwego działania. Gdy jedna z błon sklei się z drugą lub stwardnieje, to jej efektywność spada i nie może już ona utrzymywać integralności poszczególnych części ciała.

    (…) Błona zapewnia również wyściółkę dla naszych nerwów. Pomaga ona przekazywać informacje z jednego miejsca w inne – przenikają ją włókna nerwowe. Dzięki temu, że sieć połączeń nerwowych podtrzymywana jest przez błony, istnieje komunikacja między dużym palcem u nogi a głową.

    W procesie powstawania Odcisku Życia, membrany tkanki łącznej stają się swoistą tabliczką, na której zapisywana jest informacja. (…) Wrażenie (odcisk) pochodzi ze świata zewnętrznego. Tkanka łączna utrzymuje narzucony kształt, czy to spowodowany działaniem z zewnątrz do wewnątrz, czy też odwrotnie, ponieważ jej zadaniem jest zapewnienie ciału  bezpieczeństwa i wsparcia. Emocjonalna reakcja Dave’a na śmierć ukochanego pieska początkowo nie była wrażeniem fizycznym, ale takim się stała, ponieważ Dave chronił swoje zbolałe serce za pomocą ściśnięcia klatki piersiowej.

    Sporą część swego dorosłego życia, Dave spędził ze zgarbioną postawą, chroniąc swoje serce. Zastanawiał się, dlaczego nie potrafi podtrzymać związku uczuciowego (…). Poddał się terapii, podczas której dotarł do zapisanej w jego ciele informacji z przeszłości. „Nic dziwnego, że zachowuję się w ten sposób, spójrzcie co ja przeżyłem! Wow! Teraz czuję się świetnie!”. I wtedy ktoś postanowił nawiązać z nim bliższy kontakt. „O rety! Znowu.” – stary zapis na nowo przyjął postawę obronną. Nawet gdy podejście mentalne się zmieni, ciało wciąż trzyma się kurczowo starego zapisu.

    Wyobraź sobie, że spacerujesz plażą, patrząc na ocean. (…) Nagle zrywa się porywisty wiatr, który rozkołysał pobliską palmę i na twoją głowę spada orzech kokosowy. Ty jesteś otwarty i chłoniesz wrażenie chwili, wszystko jest takie piękne – i nagle bęc! Twoje ciało mówi „Wow. Nie można być aż tak otwartym. To niebezpieczne!”. Struktura tkanki łącznej zapisuje tę informację. Błona lekko twardnieje.

    Mija jakiś czas. Ty już zapomniałeś o całym incydencie, ale twoje ciało nie. Interesującą sprawą w naszych ciałach jest to, że nie znają one odniesienia do czasu i przestrzeni. (…) Ból, cierpienie i łzy są zawarte w membranach tkanki łącznej i czekają. Dwadzieścia lat później przechadzasz się inną plażą i znów widzisz palmę. Bardzo małe jest prawdopodobieństwo, że spadnie na ciebie następny kokos, ale twoje ciało tego nie wie, ponieważ w jego tkance łącznej wciąż istnieje zapis bólu poprzedniego zdarzenia. (…) Choć widok drzewa i powiew morskiej bryzy stanowią przyjemne doznania, stary zapis automatycznie przypomni spadający orzech i nie pozwoli ci się zrelaksować. Jeżeli Odcisk Życia pochodzący z tego wrażenia nie zostanie uwolniony z tkanek organizmu, będzie się objawiał przy każdej podobnej sytuacji.

    Dave przeżył zdarzenie emocjonalne, ale jego tkanki zatrzymały tamto wrażenie. (…) Aby pozbyć się tych starych zapisów, potrzebuje on pogłębionej świadomości sytuacji i fizycznego uwolnienia się od ograniczeń zapisanych w błonach, które przechowują wrażenia w jego ciele. (…) Fizyczne Odciski Życia muszą zostać rozpoznane i wtedy dopiero Dave będzie mógł zrozumieć swoje życie.

    – –

    Powyższy artykuł stanowi fragment książki Donalda VanHowtena pt. „Ajurweda i świadomość ciała”; został udostępniony dzięki uprzejmości Wydawnictwa Virgo.

    Donald VanHowten od 40 lat jest terapeutą i nauczycielem w obszarze ajurwedy, pracy z ciałem i uwalniania się od starych wzorców.

    Tekst pierwotnie ukazał się na portalu Joga ABC, który 24.04.2025 roku połączył się z tym blogiem.

  • Siła myśli ~ Hazrat Inayat Khan

    Siła myśli ~ Hazrat Inayat Khan

    Siła myśli czasem przewyższa siłę słowa czy działania, choć myśl razem ze słowem są potężniejsze, a myśl i słowo wraz z działaniem mają jeszcze większą moc. Myśl tworzy się z oddechu, z oddechu ujawnia się słowo, a działanie podejmuje się dzięki sile oddechu. Kiedy oddech opuszcza ciało – kończy się działanie, kiedy wypływa z ust – słowo jest skończone, a kiedy jeszcze przepływa przez umysł – ukończona jest myśl. Dlatego cała moc myśli, słowa czy działania w rzeczywistości jest potęgą oddechu, będącego esencją życia. Czystość oddechu oczyszcza myśl, słowo lub działanie, a czystość myśli, słowa lub działania oczyszcza oddech. Z tego powodu Nimaz [praktyka modlitwy], Wazifa [praktyka mantr] i Fikar [powtarzanie mantr w myślach w synchronizacji z oddechem] są obecne w sufickim [mistycznym] nauczaniu.

    Myśl wyrażająca miłość lub dobro szerzy radość najpierw w nas samych i przenika całe nasze otoczenie, tworząc harmonijną, spokojną atmosferę; a ten, ku któremu kierujemy myśl, gdziekolwiek by przebywał na ziemi czy w niebie, niewątpliwie ją otrzyma. Lecz gdzie zła myśl, myśl wyrażająca gniew, zazdrość lub gorycz, zostaje skierowana do kogoś, tam najpierw rujnuje życie i psuje atmosferę, a następnie niszczy tego, do kogo płynie ze swego źródła. Jest jak dynamit, który upadając na jakąś rzecz niszczy nie tylko ją, ale i samą atmosferę. Nikt nie może skrzywdzić taką myślą, słowem czy działaniem bez wyrządzenia krzywdy sobie samemu, tak jak nie może czynić dobra względem innego bez uzyskania tysiąckrotności tego dobra. Człowiek ukrywa swoją myśl poprzez ciszę, przez bezczynność, lecz jego umysł sam przemawia do umysłu innej osoby. Jakąkolwiek myśl kultywuje, dobrą czy złą, żyjący umysł natychmiast ją spostrzeże, na wpół żywy umysł dostrzeże tylko jej połowę, a martwy umysł nie może postrzec niczego, skoro jest już martwy. Człowiek, pod wpływem różnych nastrojów czy pór, pozwala mieszkać w swoim umyśle pewnym myślom, czego nie uważałby za zbyt mądre, otrzeźwiony nieobecnością tego nastroju czy danej pory. To zdecydowanie działa na jego niekorzyść i niekorzyść pozostałych, których inaczej nigdy by nie skrzywdził. Dlatego, by prawidłowo myśleć, człowiek musi utrzymywać spokojną równowagę i nie zbaczać ku namiętnościom i chęci pozbawienia się potęgi umysłu, boskiego kapitału ofiarowanego każdej duszy.

    * * *

    Przekład: Agata Mrowińska, Tekst pierwotnie opublikowany na stronie sufickiej linii Otwartej Drogi.

  • Rymowana historia filozofii: Patańdźali ~ Janusz Kucharczyk, Tomasz Kalisz

    Rymowana historia filozofii: Patańdźali ~ Janusz Kucharczyk, Tomasz Kalisz

    “1001 myślicieli, których warto znać”. Rymowana historia filozofii. Oparta na podziale na pokolenia historia szeroko ujętej myśli ludzkiej od mitycznych początków po myślicieli dziś tworzonych. Obok filozofów sensu stricto są tam filozofujący pisarze, teolodzy, mistycy, naukowcy wszystkich kultur i cywilizacji, gdzie rozwinęła się filozofia (łącznie tytułowych 1001 postaci). Poszczególne postacie opisane wierszem, wstępy do całości, poszczególnych pokoleń i epok starożytność, średniowiecze, nowożytność, XIX w., XX w. oraz słownik terminów filozoficznych prozą. Dzieło w opracowaniu, powinno ukazać się w ciągu najbliższych dwóch lat. Poniżej przedstawiamy jego fragment.

    Autorzy:
    Janusz Kucharczyk (zm. 31 III 2023). Filolog i filozof, historyk filozofii, autor artykułów i książek, wykładowca filozofii i języków klasycznych na WBST (Wyższe Baptystyczne Seminarium Teologiczne). Facebook
    Tomasz Kalisz. Historyk, wydawca, działacz baptystyczny. Facebook

    Tekst pierwotnie opublikowany na portalu Joga ABC, który 24.04.2025 stał się częścią tego bloga.

    Patańdźali (II w.) – Indie:

    Człowiek bez poznania w wielkim żyje błędzie,
    gdy prawdę odkryje, to mokszę* zdobędzie.
    On wszakże nie tymże, czymże że jest, myśli,
    nim nie są wrażenia, uczucia lub myśli.
    To nie on się zmienia w doznań wiązce i czuć
    – z materii* płynących, napędzanych przez chuć,
    z której się impulsy wytwarzają stale,
    w człeka myśli wchodzą tak zwodząc go trwale.
    Zgłębiać jogę* winien studiując wciąż Wedy*,
    światła – przez darśanę* – stan osiągnie wtedy.

    Ona mu da wolność, gdy puruszę* pozna,
    niechaj się oddzieli od tego, co dozna,
    umysł niechaj skupi, zbędnie nie odczuwa,
    o wszystkim zapomni, w więzy co go skuwa,
    drogą cnoty* zmierza, od zła się powstrzyma,
    pożądanie zdławi, jaźni* swej dotrzyma!
    Niech więc medytuje*, oddech ćwiczy*, ciało
    aby wprost z puruszą* ono się wiązało!
    Jarzmo to mu moc da, która go odmieni,
    wszystko mógł on będzie – tak umysł się zmieni.
    Iśwarę* niech wezwie, by bóg* go oświecił
    wsparł, pobłogosławił i mokszę* w nim wzniecił!

    Wtedy osobowość jak mgła się rozpłynie,
    jedno pozostanie – Ja, które nie ginie,
    z samsary* więc wyjdzie – skończą się wcielenia,
    gdyż człek Ja – puruszą, który się nie zmienia,
    jeden, zawsze bierny trwa wciąż ów widz świata,
    gdyż w to co się dzieje, on siebie nie wplata
    – trzy guny* prakryti* go wszak nie poruszą.
    Ty sam jesteś także w swoim Ja puruszą…

  • Joga dla układu nerwowego ~ Śrivatsa Ramaswami

    Joga dla układu nerwowego ~ Śrivatsa Ramaswami

    Mózg wraz ze swoją siecią nerwowych rozgałęzień tworzy niezwykle ważny system ludzkiego organizmu. Joga również i tutaj może zaoferować specjalnie opracowane procedury służące poprawie skuteczności naszego funkcjonowania. System ten tworzą zarówno mózg i rdzeń kręgowy wraz z jego licznymi odgałęzieniami, jak i liczne gangliony, sploty nerwowe oraz nerwy obwodowe. Poznaliśmy już wcześniej korzyści, jakie przynieść może praktyka technik jogi i medytacji dla pracy mózgu. Pomaga ona formować nowe połączenia nerwowe oraz zmniejszać zaburzenia w przewodzeniu impulsów nerwowych. Techniki raja jogi oddziałują na mózg i zmieniają go (parinama) w narząd sprawniejszy i wydajniejszy. Praktykujący hatha jogę, stosując techniki tj. pranajamę czy viparitakarani (pozycje odwrócone) oraz niektóre mudry, utrzymują swoje mózgi w dobrym zdrowiu. Dwoma pozycjami, które, jak możecie sobie wyobrazić, posiadają bardzo korzystny wpływ na pracę mózgu, są pozycje odwrócone, czyli sirsasana oraz sarvangasana.

    Wiele osób, rozpoczynając praktykę stania na głowie, odczuwa wypieki na twarzy oraz znaczny wzrost ciśnienia tętniczego w okolicach twarzy i czaszki. Po krótkim okresie regularnej praktyki organizm dostosowuje się do wymogów nowego ćwiczenia i automatycznie reguluje przepływ krwi. Nawet wtedy jednak, przy regularnej praktyce przez określony czas, obieg krwi w mózgu poprawia się znacząco, ponieważ naczynia krwionośne nie mają zdolności obkurczania się i nie zwężają się, tak jak te poniżej serca. Jest to dla mózgu bardzo odświeżające i zazwyczaj towarzyszy temu uczucie wewnętrznego oczyszczenia. Równie istotnym czynnikiem towarzyszącym praktyce pozycji odwróconych jest to, że płyn mózgowo-rdzeniowy – przejrzysta i bezbarwna ciecz otaczająca mózg i rdzeń kręgowy – przesącza się ku dołowi i gromadzi w górnej części mózgu, przedostaje do komór i niewielkich przestrzeni w mózgu i pomaga odżywić komórki mózgu. Trzecia komora mózgu prowadzi do niewielkiej przestrzeni stykającej się z tylną częścią przysadki mózgowej. Ciśnienie, jakie wywiera płyn mózgowo-rdzeniowy w trakcie wykonywania stania na głowie, pomaga gruczołowi wydzielać do niego większą ilość hormonów, co z kolei, jak się powszechnie uważa, stymuluje współczulny system nerwowy. Tak więc osoby, które mają problemy z prawidłowym funkcjonowaniem współczulnego systemu nerwowego, mogą odnieść znaczne korzyści z intensywnej praktyki stania na głowie. Słaba wydajność współczulnego systemu nerwowego stanowi, jak się uważa, jedną z przyczyn takich dolegliwości jak astma oskrzelowa. Tak więc ćwiczenie to, pobudzając działanie współczulnego systemu nerwowego, może znacząco wspomóc w leczeniu takich zaburzeń, jak wspomniana już astma oskrzelowa, jej „kuzyn” – egzema czy też „daleki krewny” – epilepsja.

    Działanie sarvangasany jest podobne do stania na głowie, są jednak pewne istotne różnice. W tym ćwiczeniu na podłodze oparta jest nie „korona”, lecz część potyliczna czaszki, zaś płyn mózgowo-rdzeniowy zbiera się w części środkowej i tylnej mózgu, włączając w to rdzeń przedłużony. Obszary te są bardzo dobrze pobudzane przy regularnej i długiej praktyce stania na barkach. Uważa się, iż świetnie stymulowane są również w Sravangasanie jądra komórek nerwu błędnego (nervus vagus). W ten sposób aktywowany jest układ nerwowy przywspółczulny. Sprzyja to zmniejszeniu objawów nerwowości i bezsenności. Mój Guru twierdził również, iż regularna praktyka wpływa też korzystnie na funkcje rozrodcze. Tak więc rozsądna kombinacja stania na głowie i stania na barkach może pomóc przywrócić zdrową równowagę pomiędzy funkcjami obu odgałęzień systemu nerwowego autonomicznego (współczulnego i przywspółczulnego).

    Szczególnym celem praktyki jogi jest zachowanie integralności kręgosłupa. Średnia długość kolumny kręgosłupa wynosi 45 cm u mężczyzny i 43 cm u kobiety. Część kostna kolumny kręgosłupa otacza i chroni stosunkowo krótszy rdzeń kręgowy. Rdzeń kręgowy znajduje się wewnątrz kanału rdzenia kręgowego o średnicy mniej więcej kciuka. Nerwy kręgosłupowe rozchodzą się na obie strony kręgosłupa poprzez otwory zwane otworami nerwowymi, a następnie idą dalej, łączą się z nerwami systemu autonomicznego i dochodzą do różnych narządów wewnętrznych. Najdrobniejsze przemieszczenie kręgów kręgosłupa powoduje chroniczne i dolegliwe bóle. Wysiłek ćwiczeń jogi ukierunkowany jest w znacznym stopniu na zachowanie prawidłowej pozycji i mobilności kolumny kręgosłupa. Rozchodzące się włókna nerwowe należą zarówno do centralnego, jak i autonomicznego układu nerwowego. Gdy, w wyniku najdrobniejszego choćby przemieszczenia między kośćmi kręgów, pojawia się nacisk na nerwy, objawia się on bólem, który uniemożliwia prawidłowy przepływ impulsów między mózgiem, rdzeniem kręgowym oraz różnymi narządami wewnętrznymi i mięśniami. Można by to przyrównać do „szumu” w słuchawce telefonu. W takich przypadkach sygnały wysyłane do narządów są zagłuszane, zaś mózg i rdzeń kręgowy nie otrzymują prawidłowej informacji zwrotnej, co prowadzi do zmniejszeni wydajności funkcjonalnej narządów wewnętrznych. Tak więc jogini dbają w sposób szczególny o kręgosłup i o to, by był on odpowiednio wyćwiczony, mobilny i gibki. Ćwiczenia są opracowane w taki sposób, aby zapobiec uciskaniu nerwów przez kręgi, poprzez utrzymywanie odpowiednich przestrzeni międzykręgowych. Ponadto ćwiczenia te poprawiają krążenie krwi oraz płynu mózgowo-rdzeniowego, co pomaga lepiej odżywić nerwy kręgosłupowe. Prowadzą one również do wzmocnienia mięśni pleców, tak że kręgosłup ma dzięki nim zapewnione znacznie lepsze wsparcie. Efekt ten, jak wskazuje sama nazwa ćwiczenia, zapewnia również praktyka paścimottanasany (rozciąganie tyłu ciała).

    Ruchy sprzyjające ćwiczeniu kręgosłupa obejmują: skłony do boku, skłony do przodu, uwypuklanie i wygięcia pleców oraz oczywiście skręty. Można te ruchy stosować w różnych pozycjach, jak to zazwyczaj ma miejsce w systemie vinyasa krama. Jednymi z prostszych sekwencji, które pomogą zrealizować te cele są hasta vinyasa (vinyasy ramion) oraz ćwiczenia klatki piersiowej w tadasanie, obejmujące wszystkie ww. ruchy. (Patrz: Complete Book of Vinyasa Yoga, rozdział nt. tadasany). Rozciąganie kręgosłupa będzie bardziej intensywne, jeśli ktoś praktykuje różne vinyasy w pozycjach odwróconych, jak sarvangasana czy sirsasana.

    Obszar piersiowy kolumny kręgosłupa nie porusza się, kiedy wykonujemy ruchy ramionami lub wszelkie inne ruchy, ponieważ klatka piersiowa tworzy sztywną jednostkę, która porusza się w górę i w dół jako całość. Krążki międzykręgowe w obszarze kręgosłupa piersiowego są o wiele cieńsze, niż ich odpowiedniki w odcinkach lędźwiowym i szyjnym. W wyniku tego, ruch pomiędzy poszczególnymi kręgami odcinka piersiowego jest generalnie znacznie mniejszy. Jogini odkryli unikalny sposób rozciągania kręgosłupa piersiowego. Jest to możliwe, jeżeli wszystkim ruchom, jakie wykonujemy w ćwiczeniach, towarzyszy głębokie oddychanie, w szczególności zaś głębokie wdechy. Kiedy wykonujemy głębokie wdechy, klatka piersiowa rozciąga się zarówno bocznie, jak również od przodu do tyłu oraz z góry na dół, co pomaga rozciągnąć kręgosłup piersiowy w linii pionowej i zachować odpowiednią przestrzeń międzykręgową, dla lepszej mobilności kręgosłupa oraz swobody nerwów. Tak więc metoda wykonywania asan vinyasa krama z zachowaniem głębokiego oddychania posiada tę jeszcze, dodatkową zaletę. Tutaj również uczciwa praktyka pranajamy, zwłaszcza nadi śodhana (oczyszczającej nerwy) z zastosowaniem lekkiej, eleganckiej i bezpiecznej jalandhara-bandhy będzie również dla kolumny kręgosłupa bardzo korzystna. Głęboki wdech pranajamiczny oraz długo utrzymywane (w stosunku: wdech, zatrzymanie, wydech odp. 1:4:2) zatrzymanie oddechu po wdechu (antara kumbakha) wywiera wpływ bezpośrednio korzystny na nerwy wewnątrz kręgosłupa. Tak więc, po wykonaniu głębokiego wdechu, wstrzymujcie oddech, rozciągając kręgosłup – sam oddech będzie oddziaływał wewnętrznie wyciągająco na kręgosłup piersiowy.

    – –

    Przekład: Rafał Gadomski
    Tekst pierwotnie ukazał się na portalu Joga ABC, który połączył się z blogiem naszej Pracowni 24.04.2025.

  • Zdrowie w dzisiejszych czasach – wiele zagrożeń, jedna nadzieja ~ Deepak Chopra, Rudolph E. Tanzi

    Zdrowie w dzisiejszych czasach – wiele zagrożeń, jedna nadzieja ~ Deepak Chopra, Rudolph E. Tanzi

    W drugiej połowie lipca 2017 roku telewizja i internet huczały od informacji na temat zadziwiającego odkrycia medycznego. W tamtym czasie niewiele osób zdawało sobie sprawę, że jest to tylko wierzchołek góry lodowej. Zbyt wiele mówiło się wówczas o zagrożeniach dla zdrowia, na które należy zwracać szczególną uwagę. Oto dwa pierwsze przykłady z brzegu: pracowanie dłużej niż 55 godzin tygodniowo może być szkodliwe dla zdrowia, a ciężarne kobiety coraz częściej cierpią na niedobory jodu.

    Żadna z tych dwóch informacji nie jest sensacyjna; bardziej przypominają one rady, które większość z nas nauczyła się skutecznie lekceważyć. Odkrycie medyczne, o którym mowa, było inne. Dwudziestu czterech ekspertów zajmujących się badaniem demencji typowej dla starszego wieku — jednego z największych zagrożeń dla zdrowia na całym świecie — zostało poproszonych o obliczenie ogólnego prawdopodobieństwa zapobieżenia wszystkim rodzajom demencji, w tym choroby Alzheimera. Ich wnioski zostały opublikowane w prestiżowym brytyjskim czasopiśmie medycznym „The Lancet”; wynikało z nich, że jednej trzeciej przypadków demencji można zapobiec. Obecnie nie istnieje żadna terapia lecznicza, która leczyłaby demencję albo powstrzymywałaby rozwinięcie się tej choroby, dlatego informacja ta była dla wielu osób zaskakująca.

    Deepak Chopra, fot. Mitchell Aidelbaum (licencja CC BY-SA 2.0)

    Jaki jest klucz do sukcesu w zapobieganiu demencji? To zmiany w stylu życia, które powinny się skupiać na różnych aspektach w zależności od wieku. Eksperci wyróżnili dziewięć konkretnych czynników, które są odpowiedzialne za około 35 procent przypadków demencji: „Oto czynniki zmniejszające ryzyko: zdobycie wykształcenia (czyli kontynuowanie edukacji po ukończeniu piętnastego roku życia); obniżenie ciśnienia krwi, jeśli jest wysokie, a także walka z otyłością i leczenie cukrzycy; zapobieganie utracie słuchu w wieku średnim lub leczenie takiej utraty; niepalenie papierosów; aktywność fizyczna; ustrzeżenie się przed depresją i izolacją społeczną w starszym wieku”.

    Jeden z elementów tej listy wywołał szczególne zdumienie: kształcenie się co najmniej do piętnastego roku życia. Jak to? Można zmniejszyć prawdopodobieństwo wystąpienia niebezpiecznej choroby wieku starczego, dokonując określonych wyborów życiowych jeszcze w okresie dojrzewania? Zdziwienie wywołała również informacja mówiąca o tym, że leczenie problemów ze słuchem w średnim wieku może zmniejszać ryzyko demencji. To było coś nowego. Po głębszej analizie tych wniosków okazało się, że wskazują one na nowy trend w medycynie, który może zapoczątkowywać wielką rewolucję.

    Medycyna zdołała znacząco przesunąć w czasie moment wystąpienia wielu różnych chorób i zaburzeń stanowiących zagrożenie dla życia, takich jak nadciśnienie, choroba serca, nowotwór złośliwy, cukrzyca, a nawet zaburzenia umysłowe, na przykład depresja i schizofrenia. Kiedy zauważasz u siebie objawy przeziębienia, z irytacją uświadamiasz sobie, że kilka dni wcześniej musiałeś mieć kontakt z wirusem. Inkubacja trwa krótko i jest niezauważalna. Dopiero gdy widzisz objawy, zdajesz sobie sprawę z tego, że zaatakował Cię wirus. W przypadku chorób związanych ze stylem życia jest inaczej. Ich inkubacja również jest niezauważalna, ale trwa bardzo długo — całe lata, a nawet całe dziesiątki lat. Środowisko medyczne zaczyna przywiązywać coraz większą wagę do tego prostego faktu. Obecnie uważa się, że może on mieć większy wpływ na to, czy dana osoba zachoruje, czy będzie zdrowa, niż jakikolwiek inny czynnik.

    Lekarze, zamiast skupiać się na zaburzeniach związanych ze stylem życia dopiero w momencie wystąpienia pierwszych objawów albo doradzać metody zapobiegawcze tylko osobom należącym do grupy największego ryzyka, zaczynają kłaść nacisk na normalny, zdrowy styl życia u osób dwadzieścia – trzydzieści lat młodszych. Powoli zmieniamy nasze podejście do chorób, a ta nowa wizja napawa nas optymizmem. Jeżeli przez całe życie, począwszy od okresu dzieciństwa, dbamy o swoje zdrowie, jesteśmy w stanie uniknąć wielu zagrożeń, które czyhają na nas w wieku średnim i starszym. Kluczem do sukcesu jest podejmowanie działań, zanim pojawią się pierwsze objawy zagrożenia.

    Zasady te są znane pod pojęciem medycyny przyrostowej — to właśnie jest ta góra lodowa, której wierzchołek stanowi wspomniane odkrycie na temat demencji. Weźmy pozornie dziwny wniosek dotyczący edukacji. Eksperci szacują, że liczba zachorowań na demencję mogłaby się zmniejszyć o 8 procent w skali globalnej, gdyby dzieci uczyły się do piętnastego roku życia. Jest to jedna z największych liczb spośród wszystkich punktów na liście. Przyczyna jest bardzo złożona. Im bardziej jesteś wykształcony, tym więcej informacji przechowuje Twój mózg i tym lepiej przypomina sobie posiadaną wiedzę. To nagromadzenie wiedzy, które rozpoczyna się już w dzieciństwie, prowadzi do czegoś, co neurobiologowie nazywają rezerwą poznawczą (jest to wspomaganie mózgu poprzez budowanie dodatkowych połączeń między neuronami). Dzięki temu można zapobiec utracie pamięci, będącej jednym z objawów choroby Alzheimera i innych postaci demencji, ponieważ osłabione albo ogarnięte chorobą ścieżki są zastępowane przez te dodatkowe.

    Zgodnie z logiką medyczną trwałe połączenia pomiędzy neuronami zmieniają myślenie u każdego, ponieważ odgrywają dużą rolę w wielu chorobach (a może nawet w większości). Nagle się okazuje, że nie chodzi już o pojedyncze czynniki, takie jak niepalenie papierosów, zrzucenie nadwagi, ćwiczenie na siłowni i łagodzenie stresu, lecz o konsekwentny styl życia, polegający na troszczeniu się o własne zdrowie każdego dnia. Niepalenie, zrzucenie nadwagi i aktywność fizyczna oczywiście przynoszą określone korzyści dla zdrowia. Ale ogólne zdrowie i samopoczucie (w skali całego życia) to nie to samo co zmniejszenie ryzyka wystąpienia zaburzenia A lub B. Tutaj efekty może dać tylko holistyczne (całościowe) podejście. Dobre zdrowie nie jest już jedynie sensowną alternatywą dla regularnej prewencji. To połączenie góry lodowej, dwustukilogramowego goryla i słonia w pokoju. Dobre zdrowie to wielka nadzieja dla nas wszystkich. Kiedy społeczeństwo stanie się w pełni świadome tego faktu, oblicze prewencji zmieni się na zawsze. Aby jednak zrozumieć, jak radykalne zmiany nas czekają, musimy się najpierw cofnąć i zastanowić nad obecną sytuacją panującą w opiece zdrowotnej, ponieważ tutaj zagrożenia wciąż wygrywają z nadzieją.

    Kryzys odporności

    Odkrycia współczesnej medycyny tak często trafiają na nagłówki gazet i do programów telewizyjnych, że przestajemy zwracać na nie uwagę. Nie potrafimy wybrać tych, które są ważne tu i teraz. Czasami można odnieść wrażenie, że zagrożeniem dla zdrowia jest samo życie. Dlatego uprośćmy to nieco. Największy problem, przed którym stoi obecnie ludzkość, dotyczy czegoś, co większość z nas bierze za pewnik: odporności. To właśnie w tym miejscu zdrowie zderza się z chorobą. W medycynie odporność definiuje się jako mechanizmy obronne organizmu w walce z intruzami, których naukowa nazwa to patogeny (w języku potocznym mówimy na nie zarazki). Są to rozmaite bakterie i wirusy, które istnieją tylko w jednym celu: nie po to, żebyśmy się rozchorowali, lecz aby rozpowszechniać swoje DNA. Ziemia, jako biosfera, jest ogromnym terenem, na którym DNA nieustannie się rozwija, i chociaż wydaje nam się, że my, jako ludzie, jesteśmy wyjątkowi, a nawet unikalni, nasze DNA jest tylko jedną z milionów pul genów.

    Odporność jest tym, co chroni nasze geny przed zagrożeniami. Jak na razie jej skuteczność jest imponująco wysoka. Mimo tragicznych wydarzeń w historii ludzkości, które zalały nasze DNA jak tsunami — takich jak czarna ospa w starożytności, dżuma w średniowieczu czy AIDS w czasach nowożytnych (a to zaledwie kilka przerażających przykładów) — nasz układ odpornościowy nigdy nie miał do czynienia z tak silnym zagrożeniem jak obecnie. Ospa, dżuma i AIDS (a także dowolny inny patogen) nie doprowadziły do wyginięcia gatunku Homo sapiens, ponieważ uratowały nas trzy czynniki:

    1. Żadna z tych chorób nie była tak zaraźliwa, żeby była w stanie zaatakować każdą osobę żyjącą na ziemi. Niektóre patogeny nie potrafiły przetrwać na otwartym powietrzu; w innych przypadkach skupiska ludzi były tak bardzo oddalone od siebie, że zarazki nie były w stanie pokonać dzielącego ich dystansu.
    2. Nasz układ odpornościowy potrafi bardzo szybko improwizować, tworząc nowe rodzaje reakcji genetycznych w procesie nazywanym hipermutacją. Ciało człowieka opracowuje taktykę zwalczania nieznanych patogenów, gdy tylko wnikną one do organizmu.
    3. Najnowsze odkrycia współczesnej medycyny przyniosły leki i zabiegi medyczne, które są stosowane w sytuacjach, gdy układ odpornościowy nie potrafi sam zwalczyć choroby.

    Twoje zdrowie zależy od tych trzech istotnych czynników, ale musisz wiedzieć, że mają one swój punkt szczytowy. Globalna rywalizacja między milionami nici DNA osiągnęła alarmujący poziom. Nie możesz już traktować swojej odporności jako czegoś pewnego, bez względu na to, w której części świata żyjesz. Nasz przeciążony układ obrony przed chorobami staje się coraz słabszy. Przyczyną są liczne zagrożenia, które wykraczają poza przerażającą wizję nowej epidemii wywołanej na przykład przez wirusa Zika czy wirusa ptasiej grypy. O tych chorobach wiemy z gazet i internetu. Dużo mniej się mówi o sytuacji opieki zdrowotnej, która jest napięta na wielu frontach.

    Dlaczego wierzchołek góry lodowej się zbliża?

    • Współczesne metody podróżowania znacząco zmniejszyły dystans między ludźmi, sprawiając, że nowe patogeny dużo łatwiej i szybciej się rozprzestrzeniają i znajdują nowych żywicieli.
    • Wirusy i bakterie mutują się szybciej niż kiedykolwiek, ponieważ ich ludzcy żywiciele rozmnażają się w niespotykanym wcześniej tempie, co przekłada się na szybki wzrost całej populacji.
    • Ludzie nie są w stanie wymyślać nowych leków w takim samym tempie, w jakim rozwijają się potencjalnie niebezpieczne nici DNA, które mutują się na mikroskopijnym poziomie bakterii i wirusów.
    • Podczas gdy liczba zagrożeń rośnie, systemy opieki zdrowotnej borykają się z takimi problemami jak opieszałość, nierówność dochodów, przerażająco wysokie koszty i coraz bardziej skomplikowana wiedza naukowa.
    • Metody zapobiegawcze stosowane od pięćdziesięciu lat nie zdołały zminimalizować ryzyka wystąpienia choroby serca, nadciśnienia (wysokiego ciśnienia krwi), cukrzycy typu 2., depresji i stanów lękowych, a także najnowszej epidemii — otyłości.
    • W starzejącym się społeczeństwie ryzyko zachorowania na nowotwór rośnie, podobnie jak zagrożenie demencją (w tym przede wszystkim chorobą Alzheimera).
    • Wymagania starszych osób rosną: ludzie chcą być zdrowi i aktywni długo po ukończeniu 65., a nawet 85. roku życia.
    • Uzależnienie społeczeństwa od leków wywołało mnóstwo problemów, włącznie z uzależnieniem od opiatów; a nawet jeśli pominiemy poważne problemy, to i tak szacuje się, że przeciętny siedemdziesięciolatek przyjmuje siedem różnych leków na receptę.
    • Nowe szczepy „superzarazków”, takie jak MRSA, są odporne na antybiotyki i leki przeciwwirusowe.

    Powyższa lista jest zbyt długa i niepokojąca, żebyśmy mogli ją zignorować. Twoje zdrowie jest rezultatem działania wielu różnych czynników i choć wizja przekroczenia punktu przełomowego przez cały budzi lęk, dla Ciebie najważniejsze jest to, żebyś Ty go nie przekroczył.

    Rozwiązaniem jest rozszerzenie definicji odporności, a następnie wykorzystanie wachlarza możliwości w jednym celu: znaczącego zwiększenia odporności. Ogólnie uważa się, że odporność rośnie wtedy, gdy tworzysz nowe przeciwciała — na przykład przed wirusem grypy atakującym danej zimy — a nie wtedy, gdy stosujesz dietę przeciwzapalną. Okazuje się jednak, że niegroźne przewlekłe zapalenie — stan, który nie ma prawie żadnych widocznych, możliwych do wykrycia objawów — może mieć związek z coraz większą liczbą zaburzeń, w tym chorób serca i nowotworów. Z punktu widzenia rozszerzonej definicji odporności walka ze stanem zapalnym ma kluczowe znaczenie dla uzyskania całkowitej odporności.

    Całkowita odporność i uzdrawiające „ja”

    Całkowita odporność jest miarą podejścia holistycznego. Kluczowy jej aspekt został omówiony w naszej książce Supergeny, w której wprowadziliśmy koncepcję DNA jako czegoś dynamicznego, wciąż zmieniającego się i będącego zbiorowym rezultatem wszystkich przeżyć danej osoby. Gdyby DNA było stałe, niezmienne i zamknięte, wzmocnienie odporności byłoby tylko pobożnym życzeniem. Taki pogląd dominował niestety przez całe dekady. Nowa era rozpoczęła się w momencie, gdy DNA zostało uwolnione dzięki modelowi, który pokazał, jak bardzo aktywność naszych genów jest uzależniona od tego, co się dzieje wokół nas. Nagle rywalizacja między globalnymi szczepami DNA stała się palącym problemem wymagającym natychmiastowego rozwiązania.

    Mieliśmy przeczucie, że całkowita odporność wymaga czegoś więcej. Co z umysłem i jego wpływem na zdrowie? Co z zachowaniem, nawykami i wpływem najbliższej rodziny? Dlaczego mamy bardziej się skupiać na zarazkach niż na innych popularnych przyczynach chorób (takich jak nowotwór), które prawie nigdy nie są związane z atakiem mikroorganizmów? Aby móc potraktować całe zagadnienie w sposób całościowy, konieczne było wyeliminowanie granicy między ciałem a umysłem. Trzeba było wytężyć wyobraźnię. Dlatego stworzyliśmy nowe pojęcie: uzdrawiające „ja”, które jest odzwierciedleniem naszego holistycznego podejścia. Ludzkość długo oddzielała od siebie dwie funkcje, od których zależy nasze zdrowie: uzdrawianie i bycie uzdrawianym. Obie są pełnione przez inne postacie: uzdrowiciela (osobę z zewnątrz) i pacjenta, który jest od niego zależny. Zewnętrznym uzdrowicielem niekoniecznie musi być lekarz. Ważne jest słowo zewnętrzny, które podkreśla to, że uzdrawianiem zajmuje się ktoś inny niż Ty sam.

    W odniesieniu do Twojego ciała ten tradycyjny podział ról nie jest realny. Odporność skupia się na „ja”. Doskonalenie Twoich reakcji odpornościowych dzień po dniu nie należy do zadań lekarza. W większości przypadków opieka zdrowotna wkracza do akcji dopiero wtedy, gdy pojawiają się objawy, a wówczas reakcja odpornościowa jest już zbyt słaba. Patrząc na tę sytuację z szerszej perspektywy, można stwierdzić, że cała reakcja uzdrawiania, której głównym aspektem jest odporność, jest zbyt słaba. Zawsze istniała wyraźna przepaść między tym, co jest w stanie zrobić medycyna, a tym, czego potrzebuje ciało, żeby ochronić się przed globalną rywalizacją DNA.

    Współpraca między lekarzem a pacjentem nie służy temu, by odnieść zwycięstwo w tej rywalizacji. Uzdrawiające „ja”, dzięki temu, że łączy w sobie uzdrowiciela i uzdrawianego, może wyeliminować nadchodzące zagrożenie. (Ważna uwaga: absolutnie nie radzimy Ci, abyś lekceważył zalecenia lekarza lub unikał wizyty lekarskiej, gdy potrzebny jest kontakt ze specjalistą). Jeżeli przyjmiesz proaktywne podejście do własnej odporności, cała sytuacja się zmieni. Wróćmy do listy zagrożeń, od której zaczęliśmy: niektóre pilne zmiany są możliwe do wprowadzenia; musisz tylko zrozumieć, co to znaczy zaadoptować uzdrawiające „ja”.

    Zalety uzdrawiającego „ja”

    • Jest nieinwazyjne i niezależne od terapii zewnętrznych.
    • Utrzymuje naturalną równowagę i wzmacnia układ odpornościowy dzięki właściwym decyzjom dotyczącym stylu życia.
    • Wybory dotyczące stylu życia mogą zapobiec wielu różnym nowotworom; istnieje uzasadnione podejrzenie, że zapobiegają również chorobie Alzheimera, a nawet cofają objawy demencji.
    • Pozytywne starzenie się oznacza dożycie późnej starości w dobrym zdrowiu.
    • Ludzie nie są tak uzależnieni od leków, ponieważ proces uzdrawiania rozpoczyna się jeszcze przed pojawieniem się objawów. Zdecydowana większość leków jest zapisywana na późnych etapach rozwoju choroby, do których nie dojdzie, jeśli zareagujesz odpowiednio wcześnie.

    Ta zasada dotyczy prawie każdego problemu zdrowotnego związanego ze stylem życia, w tym choroby serca i nowotworu — zaburzeń, które są nieodłącznie związane z terapiami lekowymi.

    To są praktyczne skutki przyjęcia podwójnej roli uzdrawiającego „ja”: uzdrowiciela i uzdrawianego. Nie może się to odbyć bez poszerzenia świadomości. Nie jesteś bowiem w stanie zmienić czegoś, czego nie jesteś świadomy. Naj- ważniejszą rzeczą, z której większość ludzi nie zdaje sobie sprawy, jest sama możliwość samouzdrowienia. Popatrzmy, jak to się ma do odporności.

    Wszystkie żyjące istoty muszą chronić swoje DNA przed zagrożeniami z zewnątrz. Współczesna medycyna zna dwa rodzaje odporności: bierną i aktywną. Bierna odporność, jak sugeruje sama nazwa, znajduje się poza naszą kontrolą i ma podłoże genetyczne. Kiedy jeszcze byłeś w łonie swojej matki, otrzymałeś od niej przeciwciała, a gdy się urodziłeś, dostałeś inny zestaw przeciwciał z jej mleka. (Istnieją również medyczne sposoby na przekazanie przeciwciał przez jedną osobę drugiej osobie poprzez infuzję krwi i osocza, a nawet transfer limfocytów T, ale te metody są rzadko stosowane i wiążą się z wysokim ryzykiem).

    Inny rodzaj odporności — odporność aktywna — walczy z organizmami chorobowymi (patogenami) bezpośrednio na linii frontu. Wszystkie żywe istoty powyżej pewnego poziomu rozwoju (w tym rośliny, grzyby i zwierzęta wielokomórkowe) mają wrodzoną, wewnętrzną odporność. Wrodzony układ odpornościowy ma bardzo ogólne działanie. Może wykryć, że dany patogen atakuje gospodarza, a potem uwolnić substancje chemiczne, które go zwalczą. U bardziej zaawansowanych organizmów zwierzęcych (w tym ludzi) aktywna odporność ewoluowała daleko poza ten etap. Mamy specjalne komórki odpornościowe (na przykład limfocyty T i limfocyty B), które posiadły niemalże cudowną zdolność reagowania na intruzów.

    Każdego dnia nasz układ odpornościowy wielokrotnie identyfikuje różne rodzaje zarazków wśród tysiąca możliwości i przechodzi do działania, aby je chemicznie unieszkodliwić. Określone białe krwinki pochłaniają ich resztki, które są szybko wypłukiwane z organizmu. Nie da się nie zauważyć momentu, gdy ta precyzyjna sekwencja działań kończy się błędem. Rezultatem jest alergia — skutek omyłkowego uznania nieszkodliwej substancji (pyłku, sierści kota, glutenu itd.) za wroga, co prowadzi do rozbudowanej, często szkodliwej reakcji chemicznej. Przyczyną tej reakcji obronnej są zazwyczaj bakterie, które są wprowadzane do organizmu razem z nieszkodliwą substancją. Nawet pyłki mają swój mikrobiom! Bywa też i tak, że układ odpornościowy zostaje aktywowany po to, by zaatakować określone białka w organizmie, co prowadzi do choroby autoagresyjnej, takiej jak reumatoidalne zapalenie stawów czy toczeń.

    To, czy zdołamy utrzymać się przy życiu, zależy od zminimalizowania tego typu błędów. Dlatego każda choroba, którą Twoi przodkowie skutecznie zwalczyli, jest przechowywana w postaci odziedziczonych przeciwciał. Kiedy sam pokonujesz nową chorobę — na przykład nowy szczep grypy — jest ona dodawana do tego pojemnego banku pamięci. Chociaż funkcja aktywnej odporności została odkryta już w 1921 roku przez angielskiego immunologa Alexandra Glenny’ego, jej precyzyjne mechanizmy poznaliśmy dopiero kilkadziesiąt lat później. Z biologicznego punktu widzenia jest to niewiarygodnie złożone zagadnienie, ale istnieje co najmniej jedna zewnętrzna metoda zwiększania aktywnej odporności, która jest znana już od ponad dwóch stuleci: szczepienia.

    Uczyliśmy się o tym w szkole: pod koniec XVIII wieku Edward Jenner, angielski lekarz prowadzący praktykę na terenach wiejskich, stworzył pierwszą szczepionkę, dzięki której został okrzyknięty „ojcem immunologii”. Zaobserwował on inspirujący fakt: prawie wszystkie mleczarki były odporne na czarną ospę — chorobę, która w tamtych czasach osiągnęła status epidemii (francuski filozof Wolter szacował, że 60 procent populacji zaraziło się ospą, a 20 procent umarło na tę chorobę). Jenner wpadł na pomysł, aby pobrać ropę od mleczarek, które zapadły na dużo łagodniejszą chorobę, krowiankę, i wstrzyknąć ją swoim pacjentom, aby uzyskali taką samą odporność, jaką miały mleczarki.

    Odkładając na bok kontrowersje, jakie obecnie wywołuje temat szczepień, trzeba przyznać, że to, co zrobił Jenner, pomogło udowodnić, iż zwiększenie aktywnej odporności jest możliwe. Nie trzeba czekać, aż pomoże nam ewolucja, mierzona w skali dziesiątek albo setek tysięcy lat. Standardowe zalecenia dotyczące diety, aktywności fizycznej, wysypiania się i utrzymania właściwej wagi pomogą zwiększyć odporność każdemu człowiekowi. Zalecenia te można znaleźć na stronie internetowej Harwardzkiej Szkoły Medycznej, wraz z dwiema dodatkowymi wskazówkami, jak unikać infekcji: pamiętać o częstym myciu rąk i dbać o to, by zjadane mięso było zawsze dopieczone.

    Do kwestii wzmacniania samej reakcji odpornościowej Harvard podchodzi sceptycznie.

    Na półkach sklepowych można znaleźć wiele produktów, które mają zwiększać odporność albo ją wspomagać. Z naukowego punktu widzenia koncepcja zwiększania odporności nie ma jednak większego sensu. Prawdę mówiąc, zwiększenie liczby komórek w organizmie (odpornościowych albo innych) wcale nie musi być czymś dobrym. Przykładowo sportowcy, którzy stosują metodę „dopingu krwią” (polega ona na wpompowywaniu krwi do organizmu, żeby zwiększyć liczbę komórek krwi i wspomóc ich działanie), narażają się na ryzyko udaru.

    Na stronie Harvard Health Publishing można dalej przeczytać: „Nie oznacza to jednak, że wpływ stylu życia na układ odpornościowy nie jest intrygujący i nie powinien zostać zbadany. Naukowcy badają wpływ stosowania diety, aktywności fizycznej, stresu psychologicznego oraz innych czynników na reakcje układu odpornościowego zarówno u zwierząt, jak i u ludzi. Dopóki nie zostaną sformułowane ostateczne wnioski, warto stosować się do ogólnych zasad dotyczących zdrowego życia, aby wspomagać swój układ odpornościowy”.

    Główną przyczyną tego sceptycznego podejścia jest to, że układ odpornościowy człowieka składa się z wielu rodzajów komórek, które pełnią rozmaite funkcje. Mamy jednak mocne dowody na istnienie powiązania między ciałem a umysłem. Wiele różnych stanów psychologicznych, od żałoby po depresję, obniża odporność człowieka, sprawiając, że jest on bardziej podatny na choroby. Tego rodzaju spadek odporności jest czymś, czego nie da się zobaczyć pod mikroskopem, ponieważ nie ma on postaci fizycznych zmian w konkretnych komórkach. Nie ma zbyt wielu badań, które bezpośrednio łączyłyby stres z — na przykład — fizycznymi zmianami w układzie odpornościowym, ale powiązanie między silnym stresem a zwiększoną podatnością na zachorowanie zostało solidnie udokumentowane i nie budzi żadnych wątpliwości. Jeżeli rozszerzymy naszą definicję odporności na wszystko, co pomaga nam zachować dobre zdrowie, to otrzymamy jeszcze więcej dowodów na to, że zaburzenia związane ze stylem życia, takie jak nadciśnienie i choroby serca, w większym stopniu zagrażają osobom, które są biedne, samotne, pogrążone w depresji albo pozbawione wsparcia socjalnego.

    Wszystkie te odkrycia wskazują na jedno i to samo: możemy osiągnąć całkowitą odporność, pod warunkiem że nie ograniczymy swojego myślenia do układu odpornościowego, który stanowi wyłącznie aspekt fizyczny. Równie dużą wagę należy przywiązywać do umysłu — właśnie dlatego „ja” jest słowem kluczem w naszym pojęciu uzdrawiającego „ja”.

    Tajemnica uzdrawiania

    Słowo jaźń kojarzy się z psychologią i wielu z nas definiuje je jako niewidzialny byt, który posiadamy, ale który jest niezwiązany z naszym ciałem. Jeżeli masz torbiel na jajniku albo wysokie ciśnienie krwi, to te problemy są zakorzenione fizycznie w Twoim ciele, a nie w jaźni. Ale czy rzeczywiście tak jest? To, jak postrzegasz siebie dzisiaj, ma ogromny wpływ na to, jak Twoje ciało będzie wyglądać jutro. Wyobraź sobie, że do Twoich drzwi pukają dwie nieznajome osoby. Obie mają dla Ciebie zaskakujące propozycje.

    Pierwszy gość mówi: „Jestem lekarzem medycyny i prowadzę specjalistyczne badania nad procesem starzenia się. Moim życiowym celem jest wynalezienie tabletki, która wywoła zmiany w genach odpowiedzialnych za ten proces. Myślę, że udało mi się coś takiego stworzyć. Teraz potrzebuję ludzi, którzy przetestowaliby działanie tej tabletki na sobie”.

    W tym momencie podnosi butelkę z małymi niebieskimi tabletkami.

    „Testy zaczynają się dzisiaj, a ja chciałbym pana namówić, żeby się pan zgłosił na ochotnika”, mówi. „Stosujemy metodę ślepej próby. Będzie pan przyjmował te tabletki dwa razy dziennie przez pół roku. Połowa badanych będzie otrzymywała placebo. Proszę tylko pomyśleć, co to może oznaczać: cofnięcie procesu starzenia się. Dlaczego mamy się godzić z nieuchronnością starzenia się, skoro zdołaliśmy złamać genetyczny kod, który wszystko zmieni?”.

    Mężczyzna robi na Tobie wrażenie. Ale stojąca obok niego kobieta uśmiecha się niepewnie. Pytasz ją, czy przyszła do Ciebie w tej samej sprawie.

    „Nie, ale chcę panu pokazać, jak cofnąć wiek”, odpowiada. „Nie potrzeba żadnych leków ani placebo. Pański wiek zacznie się cofać mniej więcej za pięć dni. Po tygodniu odczuje pan wiele pozytywnych zmian. Mój eksperyment jest krótki, ale efekty są gwarantowane”. Wskazując na pierwszego nieznajomego, kobieta wyjaśnia: „Jego lek może mieć poważne skutki uboczne. Jeżeli faktycznie działa, musi go najpierw zatwierdzić Agencja do spraw Żywności i Leków, a to jest proces, który kosztuje setki milionów dolarów i trwa kilka lat”. Kobieta znów uśmiecha się nieśmiało i dodaje: „Oczywiście wybór należy do pana”.

    Co byś wybrał? Chociaż cała sytuacja jest czysto teoretyczna, mówi ona o czymś, co istnieje naprawdę. Firmy farmaceutyczne nieustannie testują nowe leki przeciwstarzeniowe, a najnowszym trendem jest wprowadzanie zmian na poziomie DNA. Może dojść do przełomowych odkryć, które znacząco zmienią proces starzenia się człowieka, od dawna uważany za „drogę jednokierunkową prowadzącą do ubezwłasnowolnienia”, jak twierdzi profesor Ellen Langer, psycholog z Harvardu i autorka wielu ważnych eksperymentów. Profesor Langer mogłaby być tą drugą nieznajomą osobą u Twoich drzwi. Ma ona spore osiągnięcia w cofaniu objawów starzenia się i zwiększaniu długości życia bez pomocy leków. Jej metody polegają na tym, że całkowicie omija ona ciało i od razu zabiera się do umysłu.

    Oto jej najsłynniejszy eksperyment. W 1981 roku ośmiu mężczyzn w wieku siedemdziesięciu kilku lat, cieszących się dobrym zdrowiem, ale przejawiających oznaki starzenia się, zostało zawiezionych autobusem do klasztoru w New Hampshire. Kiedy weszli oni do budynku, który dla nich przygotowano, znaleźli się w przeszłości, a dokładnie w roku 1959. Z głośników sączyła się muzyka Perry’ego Comy. Mężczyźni ubrali się w stroje, które nosili w tamtym okresie. A potem spędzali czas na oglądaniu czarno-białej telewizji i czytaniu gazet, które informowały na przykład o przejęciu władzy na Kubie przez Fidela Castro czy o wrogich zamiarach Nikity Chruszczowa, premiera Związku Radzieckiego. Obejrzeli również film Ottona Premingera Anatomia morderstwa, który powstał w 1959 roku. W programach sportowych podziwiano dokonania bohaterów z przeszłości, takich jak Mickey Mantle i Floyd Patterson.

    Grupę kontrolną, również składającą się z ośmiu mężczyzn, poproszono, aby żyła tak samo jak dotąd, ale powracała wspomnieniami do przeszłości. Mężczyznom z kapsuły czasu nakazano coś zupełnie innego: aby zachowywali się dokładnie tak, jakby był rok 1959, a oni sami mieli 20 lat mniej. Zgodnie z wszelkimi obowiązującymi standardami medycznymi efekty udawanej podróży w czasie powinny być zerowe. Ale Langer przeprowadziła wcześniej na Yale badania wśród starszych mieszkańców domu spokojnej starości. Odkryła, że objawy starzenia się, w tym szczególnie utrata pamięci, mogą zostać cofnięte dzięki bardzo prostym pozytywnym działaniom wspomagającym. Zachęcanie ludzi do przypominania sobie różnych rzeczy, na przykład poprzez wręczanie im nagród za dobre wyniki w specjalnie przygotowanych testach, wystarczyło, aby zaczęli oni przywoływać wspomnienia, które zdaniem wszystkich innych już dawno zniknęły w otchłani niepamięci.

    Ale nawet Langer nie spodziewała się, że jej eksperyment z kapsułą czasu przyniesie tak spektakularne rezultaty. Przed zamieszkaniem w tej kapsule uczestnicy zostali poddani różnym badaniom sprawdzającym wiek ich organizmów, takim jak analiza siły uchwytu, zręczności, a także wzroku i słuchu. Pod koniec piątego dnia eksperymentu uczestnicy, którzy całkowicie zatonęli w świecie sprzed lat, wykazywali się lepszą elastycznością, zwinnością, a na- wet bardziej wyprostowaną sylwetką. Zanotowano u nich poprawę w siedmiu z ośmiu badanych obszarów, w tym wzroku, co naprawdę zaskoczyło badaczy. W ocenie niezależnych osób z zewnątrz mężczyźni wyglądali na młodszych. Rezultaty były nieporównywalnie lepsze niż w grupie kontrolnej, chociaż tutaj również zaobserwowano poprawę tych samych wskaźników dotyczących ciała i umysłu, będącą skutkiem wspominania przeszłości — przykładowo 63 procent mieszkańców kapsuły czasu osiągnęło wyższy wynik na teście na inteligencję, a w grupie kontrolnej odsetek ten wyniósł 44 procent.

    „Liczy się to, co naprawdę się wydarzyło”, wyjaśnia Langer. „Mężczyźni, którzy zmienili swoje podejście, zmienili również swoje ciała”. Trzydzieści sześć lat temu profesor Langer w swoich badaniach opierała się w mniejszym lub większym stopniu na intuicji. W 2017 roku mamy już do dyspozycji ba- dania, które dowodzą, że nowe doświadczenia mogą zmienić ekspresję genów i wyszkolić mózg, aby tworzył nowe ścieżki, tak samo jak podczas uczenia się nowych rzeczy albo zmiany nastawienia (więcej o tych przełomowych bada- niach przeczytasz w dalszych rozdziałach).

    (W 2010 roku stacja BBC One wyprodukowała program o nazwie The Young Ones, w którym sześciu podstarzałych celebrytów zamieszkało razem w pomieszczeniu urządzonym w stylu z roku 1975. Podobnie jak w eksperymencie Langer, przeprowadzonym prawie 30 lat wcześniej, uczestnicy wydawali się młodnieć na oczach widzów. Jeden z uczestników, który na początku programu ledwo był w stanie się schylić, żeby założyć buty, odzyskał gibkość na parkiecie. Wszyscy uczestnicy zaczęli wyglądać coraz młodziej, począwszy od sylwetki, a skończywszy na mimice.

    Odwrócenie procesu starzenia się jest ściśle związane z uzdrawianiem — zawsze uważano, że i jedno, i drugie ma charakter czysto fizyczny i jest ograniczone do procesów zachodzących w ciele niezależnie od umysłu. Langer była jedną z pierwszych osób, które zakwestionowały to założenie. Rozważania na temat tego, dlaczego ktoś, kto udaje, że żyje w przeszłości, zaczyna tak szybko się zmieniać, są fascynujące i owiane aurą tajemniczości. Dużo ważniejsze jest jednak to, że opisane tutaj zmiany miały charakter całościowy. Lekarze uczą się, żeby leczyć jeden narząd, jedną tkankę albo jedną komórkę naraz. Nie ma żadnego medycznego wytłumaczenia, dlaczego tak wiele funkcji organizmu poprawia się w tym samym czasie, zwłaszcza że są one skutkiem zwykłego odgrywania scen. Wyniki badań Langer mają się nijak do efektu placebo, który polega na oszukiwaniu pacjenta, że przyjmuje skuteczny lek, mimo iż w rzeczywistości zażywa on tabletkę niezawierającą żadnej substancji czynnej.

    W eksperymencie polegającym na podróży w czasie niczego nie obiecy- wano uczestnikom i nie rozbudzano w nich żadnych oczekiwań. Jedynym lekiem, jaki zastosowano, było nowe doświadczenie, które wystarczyło, żeby podważyć wszystkie teorie medyczne obowiązujące w tamtym czasie.

    W jednym ze swoich wcześniejszych eksperymentów Langer podzieliła mieszkańców domu spokojnej starości na dwie grupy. Wszystkim dała kwiaty doniczkowe i poprosiła, żeby postawili je w swoich pokojach. Pierwszej grupie powiedziała, że jej obowiązkiem jest pielęgnowanie rośliny, aby nie zwiędła. Poza tym członkowie tej grupy mogli dokonywać wyborów związanych z ich dziennym grafikiem. Drugiej grupie powiedziano, że ich roślinami zajmą się pracownicy ośrodka. Osobom należącym do tej grupy nie pozwolono zmieniać ich dziennego grafiku. Pod koniec osiemnastomiesięcznego eksperymentu w pierwszej grupie liczba uczestników, którzy wciąż jeszcze żyli, była dwa razy większa niż w drugiej.

    Po opublikowaniu wyników tego eksperymentu całe środowisko medyczne doznało swoistego objawienia. Kilkadziesiąt lat później wizja wykorzystywania nowych doświadczeń do uzdrawiania osób chorych i starzejących się jest już bardziej realna. Mieszkańcy domów spokojnej starości dostają zwierzęta pod opiekę. Osoby cierpiące na chorobę Alzheimera odczuwają poprawę zdrowia, gdy słuchają muzyki. Rudy i jego współpracownicy stworzyli nawet aplikację o nazwie SPARK Memories Radio, która umożliwia przeprowadzenie terapii muzyką na osobach dotkniętych chorobą Alzheimera. Wystarczy, że opiekun takiej osoby wpisze datę jej urodzin oraz kilka informacji na temat jej gustów muzycznych, a aplikacja zacznie odtwarzać przeboje z okresu, gdy chory miał 13 – 25 lat, ponieważ to właśnie wtedy tworzą się najsilniejsze powiązania między muzyką a emocjami, które już nigdy potem nie zanikają.

    Zespół Rudy’ego otrzymał mnóstwo e-maili od użytkowników aplikacji, którzy potwierdzali, że osoby będące we wczesnych fazach choroby Alzheimera stały się spokojniejsze i mniej pobudzone, a pacjenci w późnych fazach choroby, prowadzący wegetatywny tryb życia, nagle się „budzili”. Pewna rodzina opowiedziała historię ojca z zaawansowaną chorobą Alzheimera, który od miesięcy do nikogo się nie odzywał. Po wysłuchaniu pięciu piosenek z okresu swojej młodości mężczyzna nagle usiadł na łóżku i zaczął opowiadać historię o czerwonym pick-upie i swojej pierwszej dziewczynie, i to ze wszystkimi pikantnymi szczegółami! Członkowie rodziny byli nieco zażenowani, ale jednocześnie szczęśliwi, że znów go słyszą, a jego głos brzmi żywo i radośnie. Na YouTube można znaleźć filmiki z osobami cierpiącymi na chorobę Parkinsona, które praktycznie nie są w stanie chodzić bez pomocy pielęgniarki, a na dźwięk muzyki nagle odzyskują równowagę, a nawet zaczynają tańczyć. To są prawdziwe dowody na uzdrawiającą moc muzyki, albo, mówiąc dokładniej, na uzdrawiającą moc naszych reakcji na miłe wspomnienia.

    Krótko rzecz ujmując, wkraczamy w złotą erę zdrowia i uzdrawiania, której losy w dużej mierze zależą od tego, jak każdy z nas będzie wykorzystywać najpowszechniejsze, a jednocześnie najpotężniejsze narzędzia, jakie mamy do dyspozycji: codzienne przeżycia, proste wybory dotyczące stylu życia oraz techniki zwiększające świadomość. Tak naprawdę koncepcja ta sięga starożytności. Adi Shankara, średniowieczny hinduski filozof, stwierdził kiedyś, że ludzie się starzeją i umierają, bo widzą, jak inni się starzeją i umierają.

    Ciało-umysł

    Trzydzieści lat temu lekarze sceptycznie podchodzili do koncepcji połączenia ciała z umysłem. Traktowali ją podejrzliwie, ponieważ w przeciwieństwie do serca czy wirusa grypy umysł jest niewidoczny i niematerialny. Obecnie, dzięki dziesiątkom lat badań nad tym, w jaki sposób mózg komunikuje się z każdą komórką w organizmie, próba zidentyfikowania jakiegokolwiek procesu zachodzącego w ciele człowieka, nieodbywającego się pod nadzorem umysłu, stała się prawdziwym wyzwaniem. Mózg, który kiedyś był władcą umysłu, został zdetronizowany. „Umysł” jest rozproszony po całym Twoim ciele. Komórka serca albo wątroby nie myśli w tradycyjnym rozumieniu tego słowa — używając słów i zdań — ale nieustannie wysyła i odbiera złożone chemiczne komunikaty. Twój krwiobieg wraz z ośrodkowym układem nerwowym tworzy superautostradę informacyjną obejmującą 50 bilionów komórek, które mają jeden wspólny cel: pozostać przy życiu, cieszyć się zdrowiem i mieć doskonałą formę. Niżej wyjaśniamy, jak w rzeczywistości wyglądają drogi na tej informacyjnej autostradzie.

    Każdemu studentowi medycyny, zarówno dzisiaj, jak i kilkadziesiąt lat temu, narządy przedstawione na ilustracji są dobrze znane i stanowią dla niego podstawę wiedzy medycznej. Za jakiś czas tekst dodany z boku będzie takim samym standardem. Wykształcony lekarz będzie musiał wiedzieć wszystko o „sygnalizujących ścieżkach”, które prowadzą do mózgu i z powrotem. To właśnie one sprawiają, że Twoje ciało stanowi jedną całość. Gdyby każda komórka nie otrzymywała nakazów, co ma robić, oraz informacji o około 50 bilionach innych komórkach, a także nie odgrywała dużej roli w utrzymywaniu całościowej równowagi organizmu, człowiek nie miałby ciała — byłby tylko zbiorem niezależnych, oddzielnych komórek, takich jak te, które tworzą rafę koralową albo meduzę.

    Dziesiątki lat badań pomogły potwierdzić, że superautostrada informacyj- na naprawdę istnieje. Najnowsze odkrycia pokazują, jak wiele szkód wyrządza oddzielenie umysłu od ciała. W tej książce odrzucamy sztuczny podział między ciałem a umysłem. Prawidłowe określenie powinno brzmieć ciałoumysł, z sensownych, biologicznych przyczyn. Substancje chemiczne obecne w mózgu, które znamy pod nazwą neuroprzekaźników (są to ważne cząsteczki odpowiedzialne za prawidłowe funkcjonowanie mózgu), można znaleźć wszędzie indziej w organizmie, włącznie z jelitami. To odkrycie, dokonane trzydzieści lat temu, wstrząsnęło całym środowiskiem medycznym i posłużyło jako paliwo do eksplozji inteligencji.

    Oryginalne źródło ilustracji dzięki uprzejmości Blake’a Gurfeina. Ilustracja: Digital Mapping Specialists.

    Nagle zrozumiano, że układ odpornościowy, fizycznie odrębny od mózgu, jest częścią rozległej sieci komunikatów chemicznych przekazywanych po całym organizmie, które rywalizują z komunikatami wysyłanymi przez mózg. Badacze zaczęli nazywać układ odpornościowy pływającym mózgiem. Obecnie nie ma już znaczenia to, że połączenie między ciałem a umysłem jest niewidzialne, ponieważ na poziomie komórkowym jest inaczej. Mamy wystarczająco dużo naukowych dowodów, by przekonać każdego, że nastrój, przekonania, oczekiwania, lęki, wspomnienia, predyspozycje, nawyki i stare uwarunkowania — wszystkie skoncentrowane w umyśle — są kluczowe dla naszego zdrowia.

    W ten sposób dochodzimy do sedna. Spośród procesów, na które można wpływać za pomocą świadomości, uzdrawianie jest najbardziej doniosłe. Komórki już teraz wykorzystują własną postać chemicznej świadomości. Układ odpornościowy reaguje przez cały czas, nieustannie monitorując sa- mego siebie i czujnie wypatrując różnego rodzaju intruzów oraz innych za- grożeń z zewnątrz. Układ odpornościowy jest równie samowystarczający i niezależny jak bicie serca czy oddychanie. Ale odporność, będąca naszą wrodzoną reakcją (o czym uczy się każdy student medycyny), ma pewną lukę. Aby ją zidentyfikować, zrób na chwilę przerwę i weź głęboki oddech. Oto ta luka w całej swojej okazałości. Oddychanie jest automatyczną, mimowolną funkcją, ale w każdym momencie możemy wkroczyć i zamienić ją w funkcję własnowolną. To samo dotyczy prawie wszystkich innych funkcji organizmu. Możesz świadomie wywołać reakcję stresową, idąc do kina na horror. Możesz zmienić swój metabolizm, ćwicząc albo przechodząc na dietę. A jeśli zdecy- dujesz się na intymne zbliżenie z drugą osobą, wywołasz istotne zmiany we wszystkich powyższych obszarach (i nie tylko). Granica między tym, co się dzieje automatycznie, a tym, co jest od nas zależne, nie jest stała. Nasze wybory mają znaczenie, dlatego tak ważne jest uzdrawiające „ja”. Ciało wie, co robić, żeby przetrwać; naszą rolą jest nauczyć je, jak osiągnąć doskonałą formę.

    Powyższy tekst stanowi rozdział wprowadzający do książki Deepaka Chopry i Rudolpha E. Tanzi pt. Uzdrów sam siebie, którą można zakupić na stronie wydawcy tutaj.

    Dr Deepak Chopra jest fundatorem Chopra Center for Wellbeing i niezwykle popularnym propagatorem wschodnich nauk na Zachodzie. Od dziesięcioleci jest autorem bestsellerów, a jego książki rozchodzą się w milionach egzemplarzy.

    Doktor Rudolph E. Tanzi jest profesorem neurologii i pionierem w dziedzinie poszukiwania genetycznego podłoża chorób neurologicznych. Dodatkowo profesjonalnie gra na klawiszach razem z Joe Perrym i Aerosmith.

    Tekst pierwotnie opublikowany na blogu Ajurweda w kuchni, który 24 kwietnia 2025 połączył się z blogiem naszej Pracowni.